poniedziałek, 8 października 2018

Dyplomy na dzień nauczyciela - na wesoło

Zaczynam mieć tak mało czasu, że zapominam, jak się odpoczywa i w wolnym czasie ciągle coś robię.
Tym razem stworzyłam we współpracy z Dzieciaki na dywanie serię materiałów, które mogą się przydać w trakcie organizacji obchodów Dnia Nauczyciela.

Troszkę z humorem. Pliki mają pozostawione wolne miejsce na ewentualne życzenia, treść czy rysunek dla danego nauczyciela.

Tak, wiem - trochę mało matematycznie. Ale i dla matematyka dyplom się znajdzie!


Ja przygotowałam dyplomy dla tzw. "przedmiotowców": matematyka, fizyka, historyka, plastyka, muzyka, biologa, polonisty oraz katechety. Jeśli chcielibyście jeszcze dla pozostałych nauczycieli - dajcie znać, a zobaczymy co da się zrobić :) 



Przygotowałam też grafikę, którą z powodzeniem możecie w tym dniu wstawić na swoje lub swoich placówek facebookowe strony. 

Wszystkie pliki do pobrania tutaj. 


A co znajdziecie u Dzieciaki na dywanie? Napisy, dyplomy dla nauczycieli przedszkola i klas 1-3 oraz karteczki z serii "weź co potrzebujesz" w wersji dla nauczycieli. Zajrzyjcie - warto! :) 

środa, 29 sierpnia 2018

Zgaduj zgadula - o skutkach uczenia tabliczki mnożenia na pamięć

Wbijam kij w mrowisko. Kolejny raz.
Myślę, że zwolenników uczenia tabliczki mnożenia na pamięć jest mniej więcej tylu, co przeciwników tego sposobu. Ja sama uważam, że należy uczyć dzieci mnożyć, ale czasem można wspomóc się różnymi mnemotechnikami, dla szybszego opanowania jej. Uczenie jednak tabliczki mnożenie na pamięć i tylko w ten sposób niesie za sobą zauważalne konsekwencje. Jakie? Zapraszam do lektury.

Chciałam opowiedzieć dziś o kilku "skutkach ubocznych" pamięciowej tabliczki mnożenia. Są to wyniki moich obserwacji z praktyki - nie badań naukowych. Chociaż kto wie - może kiedyś :)

Źródło: http://matematykawpodstawowce.pl/wp-content/uploads/2014/09/mno.png


Brak zrozumienia istoty mnożenia
Zdarza się czasem, że zwyczajnie dziecko przestaje rozumieć o co chodzi w mnożeniu. Ma trudności z "nietypowymi" dla tabliczki mnożenia przykładami.

Zgadywanie
Poszukiwanie wyniku mnożenia nie poprzez obliczenia, a "szukając" w głowie odpowiedniej liczby. Jak brakującego słowa w wierszyku.

Trudności z dzieleniem
W zasadzie to bardziej kwestia niedoboru "doświadczeń" związanych z mnożeniem. Dzieci miewają trudności w dzieleniu, poszukują "tabliczki dzielenia".

Trudności z dzieleniem z resztą
Dzieci poszukują jak w tabliczce mnożenia skończonej liczby określonych wyników. Brak im intuicji w tym, że "tyle razy mieści się dana liczba w innej liczbie". Dalej wiąże się to z trudnościami w dzieleniu sposobem pisemnym.

Trudności z wykonywaniem mnożenia poza zakresem 100
Bo jak to tak, mnożyć więcej niż 10 razy 10? :)

Dlatego, gdy ktoś pyta, co sądzę o uczeniu tabliczki mnożenia na pamięć, to mimo tego, że jestem autorką wierszyków do łatwiejszego jej opanowania, jestem zdecydowaną PRZECIWNICZKĄ UCZENIA TABLICZKI MNOŻENIA NA PAMIĘĆ. Uważam, że dzieci powinny liczyć, liczyć i zbierać w ten sposób "doświadczenia", które sprawią, że pewnego dnia ich głowa będzie wiedziała, że taki jest wynik i już :) Można stosować różne rymowanki, wierszyki, rysuneczki w celu wspomagania. Ale uczyć wyłącznie na pamięć? Jak dla mnie - nie.

środa, 22 sierpnia 2018

5 zwykłych rzeczy, na których nie warto oszczędzać w matematycznej wyprawce


Nie od dziś wiadomo, że czasem „taniej” znaczy „drożej”.
Ostatnio pisałam o tym, jak za 50zł wyposażyć całą klasę w komplet matematycznych pomocy. Dziś chciałam powiedzieć o kilku rzeczach, na których nie warto oszczędzać. Wystarczają bowiem na lata, a praca z ich „zamiennikami” to koszmar. Wiem, przeżyłam, widziałam, doświadczyłam. 
Oczywiście możecie się ze mną nie zgodzić. Ale ku przestrodze młodych nauczycieli… Oto wspomniane rzeczy:

Źródło: domodi.pl
1.      Gumki/frotki
Służą zazwyczaj do oznaczania u młodszych dzieci strony prawej i lewej. Zakładane są na nadgarstki. I przyznam szczerze, że robi mi się słabo, gdy widzę zakładanie dzieciakom na przegub cienkich gumek do włosów lub gumek „recepturek”. Tego typu gumki albo będą niemiłosiernie odciskały się na nadgarstku dziecka albo, gdy wybierzemy zbyt luźne, będą zwyczajnie spadały. Zdecydowanie warto zainwestować nieco więcej i wybrać gumowe bransoletki, prawdziwe frotki czy mojego faworyta – gumki typu „invisibobble”.


2.      Liniuszek na tablicę
W swoim przykrym doświadczeniu miałam okazję doświadczyć pracy w pierwszej klasie na białej tablicy bez żadnych udogodnień – nie miała żadnych linii, nie miała funkcji tablicy multimedialnej, nie miała nawet nakładek do pisania w liniaturze. O ile kreślenie linii nie jest jeszcze tak pracochłonne i żmudne, o tyle kreślenie kratki zająć może sporo czasu – nawet odręcznie. Ja ratowałam się wydrukowaną liniaturą w formacie A3, którą zalaminowałam i podkleiłam taśmą magnetyczną. Jest to jednak rozwiązanie „na chwilę” – gdybym miała jeszcze raz to przechodzić zdecydowanie walczyłabym o profesjonalne nakładki na tablicę.


3.      Liczydła sznurkowe
To mój matematyczny „must have”.  O wiele lepsze od klasycznego liczydła. Mimo, że pisałam kiedyś, jak można z dziećmi wykonać własny, korzystając z darów jesieni. Ten „ekologiczny” jest bardzo nietrwały – może być świetnym ćwiczeniem dla dzieci, jednak nawet dobrze przechowywany po kilku dniach zrobi się… nieświeży J Warto sięgnąć zatem po drewniane, które wystarczą na lata. I zdecydowanie polecam 100koralików – różnica niewielka, a moim zdaniem lepiej się pracuje.


4.      Chodniczki liczbowe/maty do kodowania
Połączyłam je w jedno, bo w zasadzie mata do kodowania sprawdzi się również w roli chodniczka.  Jednak nie mam na myśli tego, że nie można ich wykonać samodzielnie – oczywiście, że można. Zdecydowanie jednak nie warto skrajnie oszczędzać – wykonywać je z papieru, rysować kredą, malować flamastrem na podłodze, wyklejać cienką papierową taśmą. Zdecydowanie sprawdzi się natomiast wykładzina dywanowa, taśma izolacyjna/malarska lub zakup gotowej maty.


Źródło: pomocedydaktyczne.eu
5.      Duże przybory geometryczne
Możecie się śmiać, ale nic nie wygląda tak komicznie jak nauczyciel próbujący narysować wzór
figury odręcznie lub walcząc swoją linijką – nawet tą 30cm. Przybory stosowane do rysowania na tablicy mają specjalne uchwyty i magnesy oraz odpowiedni rozmiar. I naprawdę różnica jest tak kolosalna, że nie warto oszczędzać.


Oczywiście nie oczekuję, że nauczyciele kupią to ze swoich pieniędzy… Ale czasem rodzice są współpracujący, czasem dyrekcja czy sponsorzy... Warto wtedy pomyśleć o właśnie tych rzeczach.
Co sądzicie? Na czym jeszcze nie warto oszczędzać?

piątek, 3 sierpnia 2018

Matematyczny niezbędnik młodego nauczyciela – wyprawka za mniej niż 50 zł!


UWAGA: Poniższe zestawienie jest moją subiektywną opinią. Nie stanowi oferty handlowej i nie jest w żaden sposób sponsorowane. Jednocześnie decyzja o zakupie produktów należy do decyzji czytelnika. Post przedstawia subiektywne opinie o wybranych produktach, nie zawiera lokowania produktu.

Dziś post dla wszystkich tych, którzy rozpoczynają pracę w szkole lub przedszkolu i zastanawiają się nad „matematyczną wyprawką” dla swoich uczniów. Pomocny może okazać się również dla tych, którzy wciąż kompletują lub „odświeżają” swoje zaplecze dydaktyczne. Doświadczonych nauczycieli zapewne nie zaskoczy.
Główne dwa założenia tego postu to: TANIE i PRZYDATNE.
Nie spodziewajcie się tutaj drogich, markowych pomocy. Nie twierdzę, że są nieprzydatne. Są świetne, ale wyobrażam sobie bez nich życie. A istnieją takie materiały, o których gdy wspominam studentom mówię „must have” a oni przecierają oczy ze zdziwienia. Zatem – do dzieła!

Spinacze do bielizny
Od najtańszych drewnianych, nielakierowanych i z cienkiego plastiku, przez mocniejsze, zdobione, czy w ciekawych kształtach. Moi faworyci to kolorowe spinacze z Pepco, jednak miłośników pięknych zdobień, różnych kształtów i rozmiarów niewątpliwie zachwyci asortyment Tigera.
Do czego: jako „znaczniki” w grach na taśmie metrowej, do układania i odtwarzania rytmów i wzorów, do dopasowywania różnych elementów w zabawach (np. wyniku do działania) i do wielu innych :)
Koszt: ok. 3 – 20 zł za ok. 20 sztuk (w zależności od kształtu, koloru i rozmiaru)

Karty do gry
Choć czasem można spotkać się ze zdziwieniem ze strony rodziców :) Tutaj również oferta jest szeroka. Istnieją karty specjalnie dostosowane do potrzeb edukacji matematycznej np. Karty Grabowskiego. W przypadku rozwiązania niskobudżetowego sprawdzą się również zwyczajne karty do gry.
Do czego: gry matematyczne rozwijające umiejętności związane z liczeniem, przeliczaniem, dodawaniem, odejmowanie, mnożeniem, dzieleniem, rozwijaniem pamięci, liczeniem w pamięci, ćwiczeniem refleksu i wiele innych ;)
Koszt: ok. 80gr – 10zł za talię (w zależności od kształtu, koloru i rozmiaru)


Kostki do gry
Tutaj znów rynek pełen jest niesamowitych propozycji. Możemy trafić na kostki o różnej liczbie ścian, kostki malutkie i ogromne, kostki w kostkach, kostki do działań… Wybór jest niesamowity. Osobiście polecam korzystać z Aliexpress i naszego Allegro, ale i w tym przypadku Tiger ma ciekawą ofertę.
Do czego: oczywiście do licznych gier planszowych, zabaw związanych z działaniami arytmetycznymi, pomocne przy zajęciach dotyczących monografii liczby.  
Koszt: standardowe 25gr – 3zł za sztukę (najlepiej kupować paczkę np. 100sztuk i się podzielić z kimś J)
Duże – ok. 5 – 30zł za sztukę w zależności od rozmiaru, materiału i producenta. Samodzielnie wykonana z tektury ok. 2zł.
Inne niż K6 - 70gr – 5zł – zdecydowanie najtaniej są na Aliexpress

Taśma metrowa
Najtańszy produkt w całym zestawieniu. Taśmy metrowe, zwane również metrami krawieckimi, metrami stolarskimi, miarą lub jak mówi się u nas na Śląsku czasem „myjtermas/myjtermasa” bądź „colsztok”. Różnią się długością oraz materiałem wykonania. Nie polecam zdecydowanie takich „plastikowych” jak używa się do pomiarów pomieszczenia – dzieci mogłyby się rozciąć. Najlepiej sprawdzają się gumowe lub… papierowe. Tak, papierowe. Wystarczy pójść do jednej z sieciówek budowlanych lub wyposażeniowych i zwyczajnie zabrać odpowiednią liczbę taśm. Nikt nie będzie miał pretensji, możecie zapytać obsługę :)
Do czego: do rozwijania umiejętności mierzenia, zabaw związanych z konstruowaniem, gier na taśmie metrowej.
Koszt: papierowa – 0zł, gumowa – ok. 2,50zł za sztukę. Uwaga! Często są dodawane do zestawów od wydawnictw, ale niestety np. 5 lub 10 sztuk na całą klasę.

Druciki kreatywne
Nie pomyliło mi się z plastyką, zdecydowanie! Druciki spotkać możemy w różnych wariantach kolorystycznych, ale także rozmiaru i materiału. Podstawą oczywiście zawsze jest drut, ale jego ozdobą czasem jest plusz, czasem nitki z brokatem, innym razem znów pokrywają go włochate cętki.
Do czego: przydatne przy poznawaniu kształtów cyfr, do zabaw związanych z odwzorowywaniem, jako znak >, < w zabawach dotyczących porównywania, jako element oddzielający zbiory, jako liczmany „demonstracyjne” i wiele innych zastosowań.
Koszt: zestaw 100sztuk ok. 10 – 20 zł
Patyczki do lodów
Nazywane tak potocznie, ja jednak z czystym sercem polecam patyczki laryngologiczne. Patyczki do lodów często mają taką szorstką strukturę. Laryngologiczne są natomiast szersze i gładsze – zdecydowanie łatwiej się na nich pisze, nakleja, maluje.
Do czego: jako liczmany, do klasyfikowania (po zabarwieniu), do zabaw konstrukcyjnych, do ćwiczenia odwzorowywania, do gier typu kaboom, jako podstawa do układanek.
Koszt: 100 sztuk ok. 5 – 10 zł

Koszulki/woreczki strunowe
Nie ukrywajmy – to wszystko trzeba jakoś przechowywać. Super, kiedy jest to przezroczyste. Można sięgnąć po koszulki foliowe, woreczki strunowe dostępne w różnych rozmiarach czy woreczki do mrożonek. Ja jestem fanką tych ostatnich, szczególnie z IKEI. Są niesamowicie wytrzymałe.
Do czego: do uporządkowania i przechowywania, do ćwiczeń grafomotorycznych, do zabaw związanych z liczeniem czy zakupami, do klasyfikowania.
Koszt: koszulki – 100sztuk ok. 7zł, woreczki strunowe w zależności od rozmiaru 6 – 13 zł za 100sztuk, woreczki „Ikea” ok. 14zł za paczkę (zależy od rozmiarów).

Nakrętki
Ekonomicznie i ekologicznie! Warto poprosić znajomych o pomoc, a możemy mieć zapas nakrętek na długi czas.
Do czego: jako pionki do gry, jako elementy gier i zabaw ćwiczących liczenie, do klasyfikowania, do układania i odtwarzania rytmów, w wypadku młodszych dzieci (przedszkole) jako fikcyjne „pieniążki”.
Koszt: 0zł

Sznurek
Kolejna tania rzecz. Wybierając sznurek warto zwrócić uwagę, by jednak prędzej sam się rozleciał niż zrobił dzieciakom krzywdę :)
Do czego: do kształtowania umiejętności mierzenia, do zabaw konstrukcyjnych, do ćwiczenia odwzorowywania, do oddzielania zbiorów, do zabaw związanych z orientacją przestrzenną, do zagadek i wielu innych.
Koszt: ok. 2-5zł za rolkę.


Podsumujmy. Jeśli wyobrazimy sobie młodego nauczyciela, który startuje w pracy i chciałby taką wyprawkę dla średniolicznej (20 osób) klasy jak najtaniej przygotować i włożyć w to nieco zaangażowania, to koszt wygląda następująco:

  1. Spinacze do bielizny 20szt. – 4 zł
  2. Karty do gry 10 talii - 10 zł (wystarczy talia na parę)
  3. Kostki do gry 50 sztuk (pół paczki) – 10 zł
  4. Duża kostka samodzielnie wykonana – 2 zł
  5. Taśma metrowa 20 sztuk – 0 zł
  6. Druciki kreatywne 100sztuk – 7 zł
  7. Patyczki laryngologiczne – 6 zł
  8. Paczka koszulek foliowych – 7zł
  9. Nakrętki – 0 zł
  10. Sznurek 1 rolka – 3 zł
RAZEM: 49 zł!

To kwota, którą niejeden nauczyciel jest w stanie poświęcić dla własnego komfortu pracy. Jest to też kwota, którą bez większych oporów skłonna wydać będzie klasowa rada rodziców, gdyż jest to mniej niż 3 złote od osoby.
Oczywiście – brakuje tutaj wielu elementów, ale pominęłam je ze względu na to, że są w wyprawce każdego ucznia (np. papierowy zegar, papierowe figury). Jest też parę rzeczy, na których nie warto oszczędzać, ale o tym innym razem.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Matematyka jest wszędzie - recenzja książki mBanku


O akcji usłyszałam od Edukacji Wczesnoszkolnej. Można dostać książkę o matematyce i to za darmo? Biorę! 

I choć w życiu nie ma nic za darmo, to zaryzykowałam. Świadoma jestem, że musiałam wyrazić zgodę na przetwarzanie moich danych, ale na razie nie odczułam tego w żaden nieprzyjemny sposób. Wręcz przeciwnie – przyszłam do oddziału mBanku, gdzie pracownicy walczyli z liczeniem drobnych monet jednego z klientów – Pani ze szklanego pokoju wyszła do mnie i widząc moje lekkie zniecierpliwienie zapytała w czym może pomóc. Odpowiedziałam, że chodzi o książkę, zatem zaprosiła mnie do środka. Następnie sprawdziła moje dane z dokumentem tożsamości i… tutaj obawiałam się żmudnego namawiania mnie do przejścia do mBanku. Pani jednak w przyjemny sposób zaproponowała ofertę, na moją prośbę dała ulotkę i nie przeciągała tego na siłę. Dodatkowo zwyczajnie przyjaźnie ze mną rozmawiała. mBank – duży plus!


źródło: https://www.mbank.pl/
Wróćmy jednak do książki. Na pierwszy rzut oka uwagę przykuwa… nietypowy rozmiar. Jest większa od klasycznego formatu A4, przypomina wymiarami atlas. Świetnie będzie się prezentowała na półeczkach do ekspozycji książek, troszkę gorzej zmieścić ją do klasycznego regału przystosowanego do książek A4. Okładka prosta, trochę kojarzy mi się z podręcznikami… W środku natomiast spotykamy się z układem przypominającym „kafelki” – jedne kolumny są większe, inne mniejsze, w każdej są mniejsze „notatki” na dany temat. Dodatkowo wyszczególnione są cytaty czy tytuły. W całości sprawia to wrażenie nowoczesnego. Każdy rozdział ma swój kolor przewodni i w tym kolorze utrzymane są nagłówki, cytaty czy ilustracje. Domyślam się, że przy okazji kolory te nawiązują do kolorystyki mBank-u :)

Książkę rozpoczyna list do dziecka i wstęp ukazujący nam wszechobecność matematyki, a dalej mamy możliwość przejść przez szereg tematów takich jak bryły, czas, kształty, prawdopodobieństwo, statystyka, zbiory, muzyka, a nawet… badania naukowe! Jest tych rozdziałów naprawdę sporo i przyznam – brakuje mi w tej książce spisu treści. Rozdziały zawierają ogólne wprowadzenia w tematykę, bardziej szczegółowe wyjaśnienia różnych zagadnień z danej tematyki i drobne „zadania” – propozycje, aby szukać własnych pomysłów i rozwiązań.

Co mnie urzekło w tej książce?
W pierwszej kolejności to, że ukazuje matematykę naprawdę taką jaka jest – niezbędną w codziennym życiu. Dalej bardzo spodobały mi się propozycje zadań o charakterze twórczym. Nie słupki z działaniami, a zachęta do badania, poszukiwania. Obecność zagadnień, o których niewiele się mówi w szkole w kontekście matematyki, a zatem kwestie badań naukowych, muzyki, gospodarstwa domowego czy… języka. I jeszcze cytaty – uwielbiam cytaty, a tutaj jest ich mnogość.


Czego zabrakło?
Spisu treści!


Dla kogo jest ta książka?
Dla rodziców – którzy chcą sprostać odpowiedziom na dziecięce pytania – zarówno te słyszane od 5 jak i od 15 latka. 
Dla uczniów zdolnych lub zainteresowanych matematyką od klasy 2-3 aż do końca edukacji – do samodzielnego czytania (choć dla młodszych uczniów słabiej czytających czcionka może okazać się niestety w większości zbyt drobna).

Dla uczniów zniechęconych do matematyki – w formie ciekawostek, czegoś co wzbudzi zainteresowanie, rozwinie myślenie. 
Dla młodych nauczycieli oraz nauczycieli nie będących miłośnikami matematyki – jako podpowiedź, jak prostym językiem mówić dzieciom o matematyce. 
Dla nauczycieli matematyki oraz lubiących matematykę – jako pomoc w zajęciach, lektura dla szybciej pracujących, materiał na koło zainteresowań itp.


Podsumowując, dostrzec można masę możliwości zastosowania tej książki. Urzeka mnie mnogością poruszanych zagadnień i prostotą języka. Chociaż brakuje mi jednak w tej książce nieco wzorów. Ale dzięki temu osoby mające na wzory alergię nie uciekną na jej widok. To nie podręcznik, nie zbiór zadań, nie jest to też zeszyt ćwiczeń. To po prostu książka o… matematyce.
Gdyby mBank zastanawiał się co dalej warto wydać – proponuję zająć się domową ekonomią :) W takiej formie – stanie się prosta dla każdego :)

***
Celem otrzymania własnego egzemplarza książki należy wypełnić formularz i odebrać go osobiście (wymagane posiadanie dowodu osobistego) w wybranym punkcie mBanku. Nie trzeba posiadać konta w tym banku, nie ma również konieczności zakładania konta przy odbiorze książki.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Domowa ekonomia dla każdego - recenzja gry "Jak żyć Panie Premierze"


Jak żyć?  
Jak żyć Panie Premierze?

Przyznaję: to pytanie zadaję sobie nierzadko. Jak zapewne większość nauczycieli... :) A kto nigdy go nie zadał niech pierwszy... rzuci kostką.
Źródło: https://www.abcdomu24.pl/images/jak%20zyc%20panie%20premierze.png
Tak, kostką! Ponieważ na przeciw refleksjom polskiego społeczeństwa wyszli autorzy gry o tytule "Jak żyć Panie Premierze?" właśnie. Gra wydana przez wydawnictwo "Jawa", którego przyznam się, że dotychczas nie znałam. Po krótkim przeglądzie sieci wiem jednak, że to nie jedyna ich propozycja, w tym również odnaleźć można gry edukacyjne. Wspomniane "Jak żyć Panie Premierze" nie jest domyślnie grą edukacyjną, ale taką rolę jak najbardziej pełni, dostarczając przy tym wiele śmiechu i niewątpliwie rozwijając umiejętność dystansowania się do otaczającej nas rzeczywistości i traktowanie jej z poczuciem humoru! 

Na początek jednak przyjrzymy się co otrzymujemy:
Źródło: https://www.abcdomu24.pl/images/premierze%202.jpg
planszę, która ukazuje kartkę z kalendarza na cały miesiąc; 8 kart postaci, 124 karty zdarzeń (w tym również do samodzielnego dopisania swoich wariantów), 20 kart pracy, 26 kart dóbr, 12 kart lotka, 12 kart pożyczek, 18 kart CV, 8 kart będących pionkami-postaciami, maszynę losującą, kostkę oraz duuużo pieniędzy w nominałach od 10 do 500. 


Sama gra jest dla mnie natomiast połączeniem eurobiznesu ze zwykłą grą planszową i lotkiem... Taki miks. Zadanie graczy jest pozornie proste: przetrwać do pierwszego. Pytanie tylko - jak to zrobić? Można tkwić na zasiłku dla bezrobotnych, rozsyłać swoje cv w nadziei na znalezienie pracy, walczyć o awans, inwestować w dobra, a nawet próbować szczęścia w lotku! W każdej chwili jednak twój los może się odwrócić, gdy wyciągniesz jedną z kart zdarzeń - spadek, awans, premia... a może szpital czy błędy w podatkach? To wszystko może się wydarzyć! Oczywiście z tym wszystkim wiążą się pieniążki, którymi gospodarzymy w tej grze. Swoją drogą osobiście brakuje mi, aby nazywały się nie pieniążkami, a "piniążkami" :) Karty poszczególnych zawodów również potrafią rozbawić do łez - osobiście najbardziej rozbawił mnie opis zawodu nauczyciela :) Sama rozgrywka możliwa jest dla 2-7 graczy i trwa zdaniem producenta ok. 90 minut. Ja miałam okazję grać w dwie osoby - tu pojawia się drobny mankament gry - jest baaardzo regularna - co tydzień w środę, co tydzień w piątek itd. te same wydarzenia... Po kilku "miesiącach" gry (które zajęły nam ok. 90 minut właśnie) zaczynała być lekko nużąca i łatwiej było pogodzić się graczom z bankructwem. Jednak przez większość czasu budziła wielkie emocje i masę śmiechu - myślę, że weselej grać w więcej niż dwie osoby :)

Źródło: https://gryplanszowe.pl/pol_pl_Jak-zyc-Panie-Premierze-3133_7.jpg
Chciałam polecić tę grę dla wszystkich, którzy myślą o zajęciach z "małej ekonomii" dla uczniów klas ok. III/IV - VII oraz gimnazjum i liceum (choć dodam, ze autorzy zakładają jako minimalny wiek graczy 12 lat). A także dla rodzinnej rozrywki. Bo naprawdę jest jak w życiu - za każdy dzień państwo pobiera od nas pieniądze, a o wzięciu kredytu na dom przed porządnym awansem można zapomnieć. Im starsi gracze, tym myślę, że większa zabawa z tego, że to tak mocno dotyka polskich realiów i działa satyrycznie. Dla młodszych - skomplikowana lekcja planowania w zabawnie sfabrykowanych warunkach życia codziennego... prawie codziennego :) 


Kupiłam na prezent dla 17latki. Skuszona nazwą i nowoczesnym stylem opakowania. Naprawdę zaskoczyło mnie to bardzo. Bardzo. Pozytywnie. 

Ktoś zna i grał? Czekam na Wasze opinie! Ja postaram się sięgnąć po więcej pozycji tego wydawnictwa.