Dlaczego nie lubię Kar(t) Pracy...

Temat dość przewrotny, może nieco straszny... Bo dotyczy dwóch rzeczy, które często występują w jednej - kart pracy oraz "kar" pracy. Nie lubię obu. Tych drugich to w zasadzie nienawidzę. Ale zacznijmy od kart pracy. 

Jak wiecie, sama czasem jakieś tworzę, przygotowuję... Czasem jakiś używam. Ale mimo tego, zdecydowanie unikam. Tworzę własne, które zazwyczaj są pojedynczym zadaniem albo wybieram "Karty Badacza" w których dziecko musi coś zbadać, stwierdzić, zanotować, wysnuć wnioski. A za co tak nie znoszę "tradycyjnych" kart pracy stosowanych w duuużych ilościach?

Ponieważ:
1. Sprawiają, że nauka staje się "mechaniczna". Zadanie za zadaniem, ustalone schematy, algorytmy, byle do przodu. Trudno o poszukiwanie samodzielnych dróg dochodzenia do wiedzy. 

2. Ograniczają twórczość. Mam takie naiwne przekonanie, że to wszystko co już wiemy, nie jest koniecznie jedynym słusznym lub najlepszym możliwym rozwiązaniem. Sądzę, że świat nie jest skończony, poddawanie rozwiązań w wątpliwość jest dobre i pozwala tworzyć własny porządek wiedzy. 
3. Są niedopasowane do potrzeb dzieci. Każda klasa czy grupa ma swój swoisty klimat, każde dziecko ma inne zainteresowania i potrzeby. Jednakowe karty dla każdej klasy czy grupy w Polsce - gdzie indywidualizacja? 
4.. Kojarzą się z pracą, która nie jest ambitna i ciekawa. Oczywiście nie w każdym przypadku, ale czasem dzieje się tak, że dzieci na hasło "karty pracy" mają dosyć. Nie chcą i już. A jak one nie chcą już w przedszkolu czy w klasach 1-3, to jak zmotywować je do pracy przed maturą? :)


O, właśnie. I tutaj dochodzimy do "kar" pracy. 
Nienawidzę. Nie znoszę. Nie cierpię. 

Karania pracą. Pracą rozumianą jako nauka. Bywałam świadkiem, docierały do mnie pogłoski, a nawet sama złapałam się kiedyś na takim chorym odruchu, gdy "karzemy" dzieci nauką. 

"Jeśli nie będziecie grzeczni, zrobimy zajęcia", "Bo będziemy robić zadania zamiast wyjść na przerwę", "Skoro tak, to ty robisz jeszcze dodatkowo to zadanie."
I nagle wszystkie pozytywne emocje, które mogłyby towarzyszyć aktywności dziecka, które sprawiają, że uczy się i chce się uczyć, znikają jak bańka mydlana. Puf.

Oczywiście nie przeklinam kart pracy na całej linii. Ułatwiają pracę, pozwalają zrealizować cały materiał, przygotowują do sprawdzianów i - nie wiedzieć czemu - cieszą rodziców. Ale może można modyfikować prace z nimi?

A "karom pracy" mówię nie. 

A co wy o tym sądzicie?

Źródło: http://g7.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/2181000/2181274-rekrutacja-praca-pracownik-657-323.jpg

Komentarze

  1. Podpisuję się rękami i nogami! :-)
    A kar pracy udaje mi się unikać ;-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz