piątek, 27 stycznia 2017

Rymowana tabliczka mnożenia - 3 - 4

W związku z zainteresowaniem rymowankami związanymi z tabliczką mnożenia, publikuję dziś kolejne. Jeśli chcesz poznać poprzednie, dowiedzieć się o co chodzi oraz dlaczego nie uważam tego za sposób uczenia mnożenia, a jedynie formę zabawy i wspomagania - zapraszam do poprzedniego postu: rymowana tabliczka mnożenia - 0-2.

A tymczasem kolejne:
W Afryce żyją bardzo groźne lwy,
- 9 nam daje 3 razy 3. 

Francuzi produkują bardzo dobre sery, 
- 12 to wynik 3 razy 4.

"Kłótnie" to znaczy to samo co "waśnie", 
- 3 razy 5 daje 15.

Każde dziecko czeka, by tyle lat mieć, 
-18 nam daje 3 razy 6. 

Stolicą Austrii jest przecież Wiedeń,
- 3 razy 7 to 21. 

Sanie Mikołaja ciągną reniery, 
- 3 razy 8 to 24. 

Kiedy mi zimno, przykrywam się pledem,
- 3 razy 9 to 27. 


Świat ma tyle tajemnic, że w głowie się nie mieści,
- 3 razy 10 daje nam 30. 

"Zdrowie!" mówi się przy toasćie, 
- 4 razy 4 to 16. 

W weekend jeździmy z rodziną na przedmieścia, 
- 4 razy 5 daje 20. 

Do zbierania znaczków służą klasery, 
- 4 razy 6 to 24. 

Czy wiesz, że nie zawsze istniały komputery?
- 28 to 7 razy 4. 

Tydzień zawsze 7 dni ma, 
- 4 razy 8 to 32. 

Czy każdy z nas lubi lody jeść?
- 4 razy 9 to 36. 

Lubimy słuchać bardzo dobrych wieści, 
- 4 razy 10 to 40. 

Kto już próbował? Pochwalcie się!

środa, 25 stycznia 2017

Rymowana tabliczka mnożenia - 0 - 2

Przepraszam za moje milczenie, ale ekspresowe pisanie pracy dyplomowej, sesja, różne cuda - niecuda sprawiły, że cierpiałam na swego rodzaju niedobór czasu. Aktualnie walczę z sesją, a jak wiadomo  ta sprzyja twórczości wierszowanej :)


Ostatnio zaroiło się w sieci od wierszyków ułatwiających naukę (zazwyczaj pamięciową) tabliczki mnożenia. Przyznam, że myślałam o tym już wcześniej, gdy napotykałam na takie wierszowane "pioseneczki" o tabliczce mnożenia. Znaleźć je można m.in. na youtube.com. Miałam jednak mieszane uczucia. Dlaczego? Nie jestem zwolenniczką pamięciowego uczenia matematyki. Nie uważam, że trzeba znać tabliczkę mnożenia. Trzeba po prostu UMIEĆ MNOŻYĆ. I zdecydowanie tej wersji się trzymam, staram się by osoby, które uczę umiały w pamięci liczyć, a nie znały i pamiętały wyniki. Realia są jednak takie, że tabliczka mnożenia jest swego rodzaju legendą - otoczenie zazwyczaj oczekuje, że dziecko będzie ją znać niczym własne dane osobowe. Sama znałam "całą tabliczkę" w wieku 4,5 roku, ale szczęśliwie potrafiłam też ją sobie wyliczyć, wykroczyć poza 100, rozpisać, wykonać obliczenie gdy wynik "wypadł" z głowy. Dlatego wybaczcie, że miłością tabliczki darzyć nie będę. Wiem jednak, że wiele osób znacznie lepiej uczy się na pamięć i dla nich przydatna jest pamięciowa znajomość tabliczki mnożenia. A tutaj rzeczywiście takie wierszyki mogą okazać się pomocne. Zatem dla jasności: takie wierszyki ( i inne mnemotechniki) w nauce mnożenia są moim zdaniem jedynie wspomagające, formą zabawy, rozrywki, utrwalenia. 

Zamieszczam zatem na początek kilka rymowanek dotyczących mnożenia razy 0, 1 oraz 2. Być może komuś się przydadzą. 


Wie o tym już tata, 
i wie każda mama.
Liczba mnożona przez jeden
zostaje taka sama!

Mnożenie przez zero?
To nie żaden pic!
Wynikiem jest zawsze
zwyczajne nic. 

Z obiadu najbardziej lubię desery
- 2 razy 2 daje nam 4.

Latem najbardziej lubię lody jeść, 
- 2 razy 3 daje nam 6. 

Matematyka jest trochę jak gra,
- 8 to właśnie 4 razy 2. 

Puchatek na miodek ma zawsze chęć,
- 10 to właśnie 2 razy 5. 

Ćwiczę mnożenie teraz właśnie,
- 2 razy 6 daje 12.

Chmura przeróżne kształty ma, 
- 14 to 7 razy 2. 

Chciałbym się spotkać kiedyś z łosiem,
- 16 to 2 razy 8. 

Andersen pisał przepiękne baśnie,
- 2 razy 9 daje 18. 

Teściowa to zwykle żona teścia, 
- 2 razy 10 daje 20. 

Moi drodzy! Gorąco proszę Was o opinię, jaka forma jest waszym zdaniem lepsza - gdy wierszyk jest krótki czy długi? Gdy jest bardziej "matematyczny" czy taki szalony, bazujący na rzeczach niezwiązanych z matematyką (jak Puchatek, Andersen). Czekam na Wasze opinie - dzięki Wam będę wiedziała jakie przygotować rymowanki dla pozostałych "tabliczek" mnożenia :)

A jeszcze dzisiaj śledźcie stronę na facebook'u - mam dla was informację - niespodziankę :)






poniedziałek, 2 stycznia 2017

Dlaczego nie lubię Kar(t) Pracy...

Temat dość przewrotny, może nieco straszny... Bo dotyczy dwóch rzeczy, które często występują w jednej - kart pracy oraz "kar" pracy. Nie lubię obu. Tych drugich to w zasadzie nienawidzę. Ale zacznijmy od kart pracy. 

Jak wiecie, sama czasem jakieś tworzę, przygotowuję... Czasem jakiś używam. Ale mimo tego, zdecydowanie unikam. Tworzę własne, które zazwyczaj są pojedynczym zadaniem albo wybieram "Karty Badacza" w których dziecko musi coś zbadać, stwierdzić, zanotować, wysnuć wnioski. A za co tak nie znoszę "tradycyjnych" kart pracy stosowanych w duuużych ilościach?

Ponieważ:
1. Sprawiają, że nauka staje się "mechaniczna". Zadanie za zadaniem, ustalone schematy, algorytmy, byle do przodu. Trudno o poszukiwanie samodzielnych dróg dochodzenia do wiedzy. 

2. Ograniczają twórczość. Mam takie naiwne przekonanie, że to wszystko co już wiemy, nie jest koniecznie jedynym słusznym lub najlepszym możliwym rozwiązaniem. Sądzę, że świat nie jest skończony, poddawanie rozwiązań w wątpliwość jest dobre i pozwala tworzyć własny porządek wiedzy. 
3. Są niedopasowane do potrzeb dzieci. Każda klasa czy grupa ma swój swoisty klimat, każde dziecko ma inne zainteresowania i potrzeby. Jednakowe karty dla każdej klasy czy grupy w Polsce - gdzie indywidualizacja? 
4.. Kojarzą się z pracą, która nie jest ambitna i ciekawa. Oczywiście nie w każdym przypadku, ale czasem dzieje się tak, że dzieci na hasło "karty pracy" mają dosyć. Nie chcą i już. A jak one nie chcą już w przedszkolu czy w klasach 1-3, to jak zmotywować je do pracy przed maturą? :)


O, właśnie. I tutaj dochodzimy do "kar" pracy. 
Nienawidzę. Nie znoszę. Nie cierpię. 

Karania pracą. Pracą rozumianą jako nauka. Bywałam świadkiem, docierały do mnie pogłoski, a nawet sama złapałam się kiedyś na takim chorym odruchu, gdy "karzemy" dzieci nauką. 

"Jeśli nie będziecie grzeczni, zrobimy zajęcia", "Bo będziemy robić zadania zamiast wyjść na przerwę", "Skoro tak, to ty robisz jeszcze dodatkowo to zadanie."
I nagle wszystkie pozytywne emocje, które mogłyby towarzyszyć aktywności dziecka, które sprawiają, że uczy się i chce się uczyć, znikają jak bańka mydlana. Puf.

Oczywiście nie przeklinam kart pracy na całej linii. Ułatwiają pracę, pozwalają zrealizować cały materiał, przygotowują do sprawdzianów i - nie wiedzieć czemu - cieszą rodziców. Ale może można modyfikować prace z nimi?

A "karom pracy" mówię nie. 

A co wy o tym sądzicie?

Źródło: http://g7.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/2181000/2181274-rekrutacja-praca-pracownik-657-323.jpg