sobota, 4 listopada 2017

W pułapce podręcznikowej mnogości – refleksje młodego nauczyciela

To naprawdę refleksja, choć tytuł brzmi nieco tendencyjnie.
Źródło: http://s3.party.pl
Niejednokrotnie przyznawałam się tutaj do tego, że nie do końca zgadzam się z utartymi schematami nauczania, że nie bawi mnie mechaniczne przyswajanie wiedzy i mnogość 5 i 6 ustawionych równym rzędem w dzienniku, które są jak papierowe wojsko – wystarczy byle podmuch, by straciły znaczenie. Nie ukrywam również, że miewam chwile lepsze i gorsze w swojej pracy. Staram się jednak jak mogę.

A dziś chciałam napisać parę słów o przysłowiowej „kłodzie”, którą rzucamy lub rzuca się nam pod nogi. A imię jej: podręcznik. Chociaż to dość skromne określenie dla sześciu książek, jedenastu „ćwiczeniówek”, dwóch teczek, pięciu płyt, czterech przewodników metodycznych i strony internetowej.


Źródło: http://thumbs.dreamstime.com
Zanim trafiłam do szkoły pracowałam i miałam praktyki głównie w przedszkolach. Tam samodzielnie układałam (układało się) plany miesięczne, dobierałam zadania, aktywności lub miałam przewodnik, a starsze dzieci jedną czy dwie książeczki. Gdy trafiłam do szkoły, byłam w głębokim szoku. I nie mam na myśli nawet tego, ile te dobroci ważą, ale… ile ich jest! Stare porzekadło głosi, iż „od przybytku głowa nie boli”. Być może, jednak mnie przyprawia o ból głowy. Cieszę się, że mam pozornie nieco mniej drukowania, kserowania. Jednak ilość treści, rozkłady, różne zadania, które są przygotowane dla dzieci nie zawsze pozwalają mi działać tak jak bym chciała i jak – uwaga! – nauczono mnie na studiach. Wyszłam bowiem pełna entuzjazmu, pomysłów, możliwości, a wpadłam w rutynę „podręcznikowości” nim się spostrzegłam i ciągle muszę się pilnować by do niej nie wrócić.  Nie chcę jednak pisać, że podręczniki są złe. Nie –  „dorywczo” dają wiele możliwości, pomysłów, warto sięgnąć, gdy brakuje nam chwili na przygotowanie czegoś innego, mniej więcej dają nam poczucie systematyczności. Ale jest mi zwyczajnie szkoda – mamy tyle książeczek, ćwiczeniówek itp., a przyznam, że części z nich nie używam. Oczywiście – są one podzielone na mniejsze części, nie korzysta się jednocześnie z wszystkich. Ale z tych zwyczajnie przeznaczonych „na teraz” kilka odłożyłam do półki i nie sięgamy po nie. Wolę 3 minuty patrzenia się w zbyt „dziecinną” (jak mawiają moje dzieci) ilustrację zastąpić 3 minutami codziennego czytania książeczek przyniesionych przez uczniów. Sama przygotowuję różne materiały lub sięgam do Printoteki czy blogów edukacyjnych. Przeszukuję sieć i szukam inspiracji. Tylko zostaje jedno pytanie: 

Czy mi na pewno wolno dokonywać odstępstw od podręcznikowych wytycznych?

Trudno. Zaryzykuję. 

sobota, 28 października 2017

Matematyczna układanka

Wracam do życia! 
Nie ukrywam, bo nigdy nie zależało mi, aby tworzyć fałszywy obraz o sobie - zmagam się z trudami nauczycielskiego żywota. Jednocześnie cieszę się i z niepokojem poznaję "uroki" studiów doktoranckich. Mówiąc krótko: trochę nie ogarniam :) Ale myślę, że z czasem wpadnę w mój ukochany "szał" i "bieganinę".

Tymczasem dzielę się czymś, co wykorzystuję w pracy z moimi pierwszaczkami - dobrze się sprawdza! Wiele osób pewnie kojarzy takie układanki wykonywane z patyczków laryngologicznych. Są cudowne, urocze, choć ciut pracochłonne (chociaż nie jakoś bardzo). 

źródło:lilioweprojekty.pl
Potrzebowałam jednak czegoś na większym formacie - do wspólnej pracy, na tablicy. Co zatem przygotowałam? Układankę w formacie ok. A3. Gotowa do wydrukowania, podzielona na strony - warto ją dodatkowo pokolorować. Układanka polega na ułożeniu w kolejności liczb od 1 do 5. Dla ułatwienia dla pierwszaków zamieszczone zostały kropeczki w odpowiedniej ilości. Wydrukowaną układankę pokoorowałam, zalaminowałam, wycięłam, a do tyłu przykleiłam malutki kawałeczek taśmy magnetycznej - tym samym układanka idealnie sprawdza się na tablicy magnetycznej. 
Do pobrania tutaj.

Zatem dzielę się i już teraz mówię, że będzie ich więcej. Chcecie? :)

wtorek, 15 sierpnia 2017

Obrazkowy plan lekcji - edycja III

Już od dwóch lat cieszy się Waszym zainteresowaniem! A ja co roku staram się coś do niego dodać.
Przypomnijmy, o co właściwie chodzi. Pewnego dnia zainspirowana rozmową z pewną kilkulatką rozpoczynającą naukę w szkole zrozumiałam, że dziecko do chwili opanowania sztuki czytania może mieć problemy z samodzielnym spakowaniem się do szkoły czy odróżnianiem jakie zajęcia ma danego dnia. Wtedy powstała idea stworzenia obrazkowego planu lekcji. Więcej na jego temat można poczytać w postach z ubiegłych lat 1 i 2.

W tym roku znów zapraszam do pobierania i korzystania z obrazkowego planu lekcji. Do dostępnych etykiet dołączyło jednak kilka nowych: zajęcia rewalidacyjne, terapia pedagogiczna, zajęcia logopedyczne, zajęcia muzyczne, kółko muzyczne oraz szachy.


W rezultacie dostępne w chwili obecnej są etykiety: 
- edukacja wczesnoszkolna; 
- język angielski;
- język niemiecki;
- religia;
- basen;
- świetlica;
- zajęcia komputerowe;
- zajęcia muzyczne; 
- wychowanie fizyczne;
- koło plastyczne;
- koło matematyczne;
- koło teatralne; 
- koło przyrodnicze; 
- odyseja umysły;
- zajęcia wyrównawcze;
- zajęcia rozwijające uzdolnienia;
- Odyseja Umysłu;
- logopeda;
- zajęcia rewalidacyjne;
- terapia pedagogiczna; 
- szachy.
oraz "szablony" planu pasujące rozmiarami do etykiet: książki, kolorowe plamy, dziewczynka z balonami, Harry Potter, motyle oraz z samym napisem. 
Wszystko do pobrania tutaj. 

Jeśli zauważycie, że nadal brakuje jakiejś etykiety, która mogłaby okazać się przydatną – dajcie znać w komentarzach, zobaczymy co da się zrobić :) Dotarły do mnie również prośby nauczycieli „zerówek”, aby przygotować również taki wariant. Cóż… Postaram się ;)

U kogo sprawdził się w ubiegłych latach? Dajcie znać!

środa, 9 sierpnia 2017

Kraina Fiszek – interaktywne fiszki w kilka minut

Kolejny post przedstawiający ciekawe narzędzie online dla nauczycieli J
Źródło:fabrykafiszek.pl

W poprzednim poście zaprezentowałam przygotowane przeze mnie fiszki do utrwalania najpopularniejszych pierwiastków. Przygotowałam je za pomocą Fabryki Fiszek.
Fabryka Fiszek to bardzo ciekawa witryna przeznaczona dla uczniów, rodziców, nauczycieli i szkół. W zasadzie służy tworzeniu fiszek, ale jest też pewnego rodzaju platformą zdalnego uczenia się oraz narzędziem przydatnym do wykorzystania w ramach zwykłych zajęć.
Źródło: madeonmoon.pl


Do korzystania z serwisu konieczna jest rejestracja. Jest ona jednak szybka i darmowa. Gdy już jesteśmy zarejestrowani możemy przystąpić do tworzenia fiszek. Samo tworzenie jest bardzo proste. Gdy wybierzemy nazwę, kategorię oraz słowa kluczowe do naszej „paczki” fiszek pojawiają się nam w dwóch kolumnach białe pola do standardowego wpisania treści fiszek – awersu i rewersu. To dość tradycyjne rozwiązanie. Dodatkowo możemy na fiszki wstawiać ilustracje. Oba te warianty umożliwiają wydrukowanie później plików z fiszkami. Jest również możliwość dodania lektora lub dźwięku – te możemy wykorzystać w multimedialnej wersji fiszek. Po stworzeniu naszej „paczki”, w swoim profilu mamy możliwość przyjrzenia się przygotowanym fiszkom. Możemy również je wydrukować w standardowym rozmiarze lub w wersji a4. Możemy również ćwiczyć na podstawie posiadanych ćwiczeń, udostępniać je uczniom, tworzyć na ich podstawie testy. Sama jestem zaskoczona możliwościami serwisu! Przygotowane fiszki można również wystawić w sklepie istniejącym w ramach serwisu, a także kupować fiszki innych autorów – niektóre są darmowe. Fiszki mogą dotyczyć różnych dziedzin, są odpowiednio grupowane. Różne mogą być również zastosowane języki. Jedyne, co nieco komplikuje pracę z witryną jest to, że konieczne jest posiadanie przez uczniów kont w serwisie, aby móc im udostępniać fiszki, śledzić ich postępy i zapraszać do testów. Jednak do przygotowywania fiszek, wykorzystywania ich na tablicy multimedialnej czy drukowania wystarczy posiadanie konta przez nauczyciela.
Źródło:fabrykafiszek.pl


Co myślę o fiszkach? Nie znoszę uczenia  się na pamięć i nawet, gdy jest to konieczne staram się wykorzystywać skojarzenia, skróty czy przeróżne inne mnemotechniki. Jednak fiszki są w porządku podczas utrwalania wiedzy. Świetnie sprawdzają się w uczeniu dzieci kontroli własnych osiągnięć. A oprócz tego nie musza ograniczać się do swojej typowej roli. Można za ich sprawą tworzyć przeróżne karty do gier, zabaw i zadań – wszystko jest tylko kwestią  naszej kreatywności. Naszej lub naszych uczniów :)

A Wy? Lubicie fiszki? Co o nich sądzicie? 

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Fiszki - Pierwiastkowanie cz. 1 + Fabryka Fiszek

Pośród sugestii co do oczekiwanych pomocy na blogu pojawiła się m.in. prośba o coś związanego z pierwiastkowaniem. O samym pierwiastkowaniu, nieco więcej napiszę innym razem. Jest to zagadnienie zdecydowanie dla „starszych” uczniów, jednak sprawia zazwyczaj niemałe trudności związane ze zrozumieniem jak to działa. Przyznam – tłumaczenie czym jest pierwiastkowanie nie jest łatwe. Jestem zdecydowaną zwolenniczką zestawiania pierwiastkowania z potęgowaniem, wskazywania ich wzajemnej zależności. Jednakże zapewne wielu z Was miało okazję (tak jak i ja J) uczyć się w pewnym momencie potęg i pierwiastków drugiego stopnia do 20. 

Źródło: fabrykafiszek.pl

Oczywiście nadal jestem przeciwniczką uczenia się na pamięć. Sądzę jednak, że takie fiszki z najczęściej spotykanymi pierwiastkami zwyczajnie mogą się przydać w utrwaleniu i usprawnieniu posługiwania się nimi w kontekście egzaminów, testów czy konkursów. Zatem - najpierw uczymy myśleć, a później możemy wyrabiać jakiś powiedzmy… nawyk ;)
Fiszki pobrać można tutaj.
Źródło: fabrykafiszek.pl



Przy okazji – przygotowałam je w kolejnej fantastycznej witrynie przydatnej dla nauczycieli – Fabryce Fiszek. Strona umożliwia tworzenie fiszek do druku, zamawianie wydruku, sprzedawanie, tworzenie z nich testów wiedzy, udostępnianie uczniom do ćwiczeń czy wykorzystywanie na tablicy multimedialnej. Zapraszam do zapoznania się z witryną i jeśli chcecie – chętnie napiszę o niej więcej.
Cieszmy się wakacjami! Tak szybko mijają :)
Źródło: fabrykafiszek.pl

niedziela, 16 lipca 2017

I ty możesz tworzyć grafiki! – narzędzie youcreo

Nauczyciel, szczególnie na etapie przedszkola i edukacji wczesnoszkolnej, napotyka na przeróżne zadania – musimy być trochę artystami, trochę majsterkowiczami, trochę naukowcami… Długo wymieniać. W obecnych czasach nie sposób również obyć się bez zadań związanych z wykorzystaniem komputera. Nie każdy jednak musi mieć dyplom informatyka – stąd pomysł na cykl notek, w których przedstawiać będę przeróżne narzędzia dostępne w sieci, które ułatwiać mogą pracę nauczyciela, a nierzadko sprawiać efekt „wow”.

Źródło: youcreo.com
Na początek chciałam zatrzymać się przy narzędziu, które pomóc może niejednemu nauczycielowi, który ma za zadanie przygotować plakat, ulotkę, zaproszenie czy jakąkolwiek inną grafikę. Ja co prawda najczęściej używam photoshopa, ale to drogi i skomplikowany program. Darmowy i prosty, a do tego online jest natomiast… youcreo!

Youcreo.com to witryna będąca jednocześnie narzędziem do tworzenia grafik jak i bazą projektów. Ogromną zaletą jest to, że jest ona polskojęzyczna.  Youcreo umożliwia tworzenie grafik zarówno do druku, jak i do wykorzystania w sieci. Tak zatem możemy przygotować plakat w formacie od A4 do A2, wizytówki, ulotki oraz foldery informacyjne, koperty, pocztówki, tapety na pulpit, internetowe infografiki, a nawet papier firmowy, grafiki postów czy zdjęcia w tle na popularne portale społecznościowe!

Źródło: youcreo.com
Do wykonania wybranej grafiki wystarczy kilka kroków! Po wejściu na youcreo.com warto założyć  bezpłatne konto – strona jest „iinteligentna” i pamięta przez pewien czas tworzony anonimowo projekt, jednak po pewnym czasie (zapewne zmianie IP) projekt zniknie, dlatego warto być zalogowanym! Następnie trzeba kliknąć „Projektuj” i już możemy wybierać interesujący nas format, typ grafiki. Po kliknięciu w wybrany format aplikacja wczytuje widok typowy dla różnych kreatorów. U góry zamieszczone są podstawowe funkcje dotyczące dodawania stron, grafik czy tekstu do projektu, jego zapisywania, pobierania a także zlecenia druku wybranej drukarni (oczywiście to taka „luksusowa” opcja J). Po prawej stronie mamy możliwość wyboru interesującej nas strony oraz narzędzi związane z nawigacją jak linijka, powiększenie czy widok pełnoekranowy. Najważniejsza jest jednak strona lewa. Tutaj zamieszczono coś na wzór „paska narzędzi”. Kluczowa jest zakładka „szablony” – mamy możliwość wybrania dla każdego z oferowanych formatów od kilkudziesięciu do nawet kilkuset gotowych szablonów, w których wystarczy zmienić zdjęcia i tekst na własne. Oczywiście można je również dowolnie modyfikować, a także tworzyć własne. Pomocny w tym jest ogromny zasób grafik tła, grafik tekstu oraz po prostu symboli i obrazków. Dużym ułatwieniem w szukaniu odpowiednich grafik jest wyszukiwarka w języku polskim.  Można oczywiście wgrywać własne zdjęcia przez zakładkę „moje pliki”. Cenna jest także zakładka „siatki”, która sprawi, że np. tworząc ulotkę nie trzeba będzie spędzać długich minut na dzieleniu grafiki na równe części. 


Źródło: youcreo.com

Słowem: niesamowite narzędzie dla każdego, kto chce tworzyć grafiki, które wyglądają profesjonalnie! Gdy nasz projekt jest gotowy wystarczy kliknąć „pobierz” i wybrać format JPG lub PDF. Dostępne są również opcje „JPG do druku” oraz „PDF do druku”  - te niestety są płatne, mają natomiast świetną jakość do profesjonalnego wydruku poligraficznego. Na zwykłe potrzeby wystarczą jednak darmowe opcje.



Ja jestem szczerą miłośniczką photoshopa, jednak to narzędzie mnie przekonało! Czasem sama po nie sięgam, gdy mam niewiele czasu by stworzyć prostą grafikę lub ulotkę. Tworzyłam za jego pomocą również książkę – świetna zabawa! Kto spróbuje? Może ktoś chce się pochwalić swoim dziełem?

piątek, 26 maja 2017

Matematyczne "szybkie kubki" - gra

Już za kilka tygodni kończę studia, a obecnie zmagam się z zaliczeniami. Na jeden z przedmiotów fakultatywnych miałam za zadanie wraz z koleżanką przygotować grę matematyczną. Zainspirowałam się propozycją z bloga Boberkowy World oraz sklepową grą "Speed Cups". I tak oto powstały matematyczne "szybkie kubki". 
Jak wykonałam grę?
Do 40 plastikowych kubków przykleiłam zalaminowane etykietki z cyframi od 0 do 9. Szczerze nie polecam klejenia kropelką ;) Wydrukowałam i zalaminowałam również karteczki z zapisanymi działaniami. Oprócz tego przygotowałam dwa kubki - zbieraki i tekturowy kubek "bazę". 





Przebieg rozgrywki: 
Na stoliku, ławce, podłodze czy innej wygodnej powierzchni ustawiamy po 2 komplety kubeczków z numerkami dla każdego gracza. Na środku stawiamy tekturowy kubek - bazę. Prowadzący grę (arbiter ;)) odwraca kolejne karty z działaniami matematycznymi. Zadaniem uczestników jest za pomocą kubków - zbieraków jak najszybciej zebrać wynik działania i położyć te kubki na kubku - bazie. Kto zrobi to szybciej i dobrze - zdobywa punkt. Wygrywa ta osoba, która zdobędzie więcej punktów :) 


Zabawa jest bardzo emocjonująca! W tej formie wymaga myślenia i skupienia nawet od dorosłych. Do tego kubeczki spadają, przewracają się, uciekają - jest wesoło :)

W opisanej wyżej formie zabawa nadaje się dla dzieci od 3 klasy szkoły podstawowej w górę, również dla dorosłych. Aby była odpowiednia dla młodszych dzieci wystarczy zabrać część kubków (np. jeden komplet) i stworzyć łatwiejsze zadania. 


Do wykonania mojego wariantu zabawy wykorzystałam kubki zakupione w Pepco za 3,99 za 24 kubeczki. Są dostępne w różnych kolorach i są nieco bardziej wytrzymałe od klasycznych białych/bezbarwnych, które natomiast są tańsze. Kubek bazowy to również kubek tekturowy z Pepco. Kubeczki zdobyć musicie sami, natomiast ja daję do Waszej dyspozycji do wydrukowania etykiety na dna kubków - są wymierzone tak, że idealnie mieszczą się w zagłębieniu na dnie plastikowego kubka. Dodatkowo dorzucam karty z zadaniami - można je wykorzystać nie tylko w tej grze. Moja propozycja to 120 kart do wydrukowania i zalaminowania: po 30 z każdego z 4 podstawowych działań arytmetycznych. Są z zadaniami od 3 klasy SP, ale przygotuję również "łatwiejsze" :)

Materiały do pobrania są tutaj: Szybkie kubki

Co myślicie? Ktoś spróbuje? Sposób na powtórkę i zabawę :)

sobota, 22 kwietnia 2017

Dobble w 5 minut - DIY

Jestem miłośniczką gry nazywanej "Dobble" lub w wersji anglojęzycznej "Spot it!". Jak niektórzy być może pamiętają - kiedyś w ramach pracy zaliczeniowej przygotowywałam własne karty do tej gry o tematyce szpitalno-komiksowej. Miały one bowiem za zadanie rozweselać dzieciaki przebywające w szpitalu. Więcej na ten temat można przeczytać w tym poście.

Od tego posta minęło sporo czasu. Kilka miesięcy temu, spiesząc z pomocą jednej z koleżanek odkryłam stronę www.dobble.gorfo.com . Strona ta jest formą internetowej aplikacji, która świetnie sobie radzi z algorytmem, który odpowiada za grę w dobble. Dzięki tej aplikacji można stworzyć dowolne dobble w ciągu kilku chwil. Jak to zrobić?

1. Wchodzimy na stronę www.dobble.gorfo.com. Strona jest tłumaczona na język polski, ale tłumaczenie to momentami przypomina to rodem z alliexpress :) Klikamy "Generator".

2. W pierwszym rozwijanym menu wybieramy ilość kart/symboli. Pojawia nam się następujący widok:




3. W tych rubrykach wpisujemy słowa i wybieramy rodzaj oraz kolor czcionki naszych "symboli" lub wgrywamy obrazki z sieci. Jeśli chcemy wstawić własne zdjęcia to musimy je gdzieś "zahostować", czyli wgrać do sieci - są ku temu różne serwisy.

4. Generator automatycznie rozmieszcza symbole na kartach zgodnie z algorytmem. Nie wygląda to jednak zbyt dobrze - niektóre są zbyt małe, inne zbyt duże. Wystarczy wybrany symbol kliknąć i na dole pojawiają się opcje edycji - kolor, czcionka, wielkość czy obrót.


5. Gdy zakończymy edycję naszych Dobble pozostaje je pobrać. Jak to zrobić? Tutaj pojawiają się drobne problemy. Symbol pobierania, który został przetłumaczony jako "oszczędzanie" pobiera nam plik w formacie, w którym możemy go wgrać ponownie do aplikacji i edytować. By jednak pobrać wersję do wydruku klikamy "drukuj" i wybieramy z menu "Zapisz jako pdf" lub od razu drukujemy. Gotowe! Wystarczy wyciąć i ewentualnie zalaminować.


Ta aplikacja pozwala stworzyć dobble w dosłownie kilka minut. Teraz jeszcze chętniej będę tworzyła własne warianty tej gry.
Kto jeszcze lubi dobble? Kto spróbuje? Piszcie!

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Nic Ci się nie udaje! - o sukcesach w matematyce

Jak w tytule  - dzisiaj o sukcesach w uczeniu się matematyki. A słowem - kluczem tych rozważań niech będzie klasyczne sformułowanie "Udało się!". 

Dużo uwagi poświęca się trudnościom w uczeniu matematyki. Ma to różne przyczyny i niewątpliwie jest ważne. Dlaczego jednak zapominamy o sukcesach? One również są swego rodzaju "ciężarem", który dziecko musi przyjąć w odpowiedni sposób. 

Prof. Edyta Gruszczyk - Kolczyńska w jednej ze swoich publikacji zwraca uwagę, że trudności są czymś najnormalniejszym w świecie, czego w matematyce doświadcza każdy, bo każde zadanie niesie w sobie taką "zwyczajną" trudność. Ja dodałabym do tego jeszcze to, że również sukcesy w matematyce są udziałem każdego dziecka. Każdego. Nie ma takiego dziecka, które nigdy nie zrobiłoby chociaż jednej czynności w zadaniu prawidłowo. Okazuje się jednak, że ten sukces czasem trudniej jest znieść niż porażkę. Na dodatek często oszukujemy siebie i otoczenie pozornie radosnym "Udało się!". Wydaje się, że to takie radosne, pozytywne... Ale co tak naprawdę robimy? Zrzucamy z siebie ten ciężar sukcesu na "coś" - los, świat, okoliczności? Nie tędy droga. Dla mnie radzenie z sobie z sukcesem jest chyba jeszcze trudniejsze niż uporanie się z porażką. I często łapię się, że myślę i mówię o sobie, że coś mi się udało, a zazwyczaj jest to efekt mojej ciężkiej pracy. Nauczyłam się jednak nie mówić tak do osób, które uczę - szczególnie na korepetycjach! Bo czyż nie jest to błędnym kołem? Ktoś doświadcza porażek, stopniowo osiąga sukcesy, ale zamiast uczyć się z nich cieszyć - porzuca je i dalej tkwi w uczuciu porażki... 

Źródło: http://images.huffingtonpost.com/2016-01-03-1451856686-656245-Success.jpg

Matematyka nie jest łatwa. Nie jest też baaardzo trudna, po prostu ma specyficzny układ treści - nie można się jej uczyć w oderwaniu od tego co już wcześniej zostało przyswojone. Ale tym bardziej! Zachęcam wszystkich! Do wyrzucenia - przynajmniej na czas lekcji matematyki - sformułowania "Udało się!", bo każdy mały sukces, to wielka radość, na którą uczeń zapracował. A szansę, że w nieskończenie wielkim zbiorze liczb rzeczywiście "udało mu się" trafić w dobrym wynik (spadł mu z nieba? zerwał go z drzewa?) jest tak nikła, że bez obaw! Uczmy dzieci świadomości własnych osiągnięć, możliwości i efektów swojej pracy!


Kto podejmuje wyzwanie wykreślenia tego słowa ze swojego słownika? Ja tak! 

sobota, 11 marca 2017

Wiosenne liczby - przyroda i matematyka

Dziś nietypowo, bez zdjęć, bo dopiero przymierzam się do wykonania tego. Brakuje mi kluczowego elementu, czyli ziemi. Ale o co właściwie chodzi?

Ostatnio na forum dla nauczycieli poruszano kwestie "ludzików" z trawą na głowie. Jest to taka dość stara, ale nadal atrakcyjna forma wysiewu owsa wielkanocnego albo rzeżuchy. Obserwując to pomyślałam, że skoro można ludzika, to czemu nie liczby? Przedstawiam zatem mój plan, a efektami chwalić się będę gdy coś zakiełkuje :)

Przybory:
- ziemia doniczkowa
- nasiona (najlepiej owsa lub rzeżuchy) 
- tektura
- bawełniane nici lub sznurek ogrodowy
- podkolanówka nylonowa
- tacka plastikowa


Z tektury wycinamy kształt wybranej liczby. Tak powstały szablon "ubieramy" w podkolanówkę i zaczynamy napełniać ziemią. Dla ułatwienia można ją lekko zwilżyć, żeby była bardziej lepka i zbita. W miejscach, które są zakrętami, zagięciami formowanie warto zabezpieczyć owijając nićmi w kilku miejscach. Na wierzchniej warstwie ziemi rozsypujemy wymieszane z ziemią nasiona. Jeśli w pewne miejsca trudno jest dotrzeć, wystarczy zrobić kilka małych dziurek i przez nie powpychać nasionka. Całość kładziemy na tacce i spryskujemy obficie wodą. 

Ciekawe, co z tego wyjdzie :) Jak mi coś wyrośnie - dam znać! Ktoś spróbuje? 

piątek, 10 lutego 2017

Rymowana tabliczka mnożenia - 5-10

To już ostatnia część rymowanej tabliczki mnożenia! Ale uwielbiam rymować, zatem zapewne pojawią się inne wierszyki.

Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi: Wiedziona zainteresowaniem wokół rymowanek ułatwiających tabliczkę mnożenia zdecydowałam się stworzyć śmieszne, mniej lub  bardziej sensowne rymowanki do poszczególnych działań. Uważam to jednak nie za sposób uczenia się matematyki, ale formę rozrywki wspomagającej zapamiętywanie, utrwalającej te działania, gdyż najważniejsze dla mnie jest, aby dziecko UMIAŁO MNOŻYĆ. 
Więcej na ten temat oraz poprzednie rymowanki znajdziecie tutaj i tutaj

Kubuś Puchatek na miodek ma chęć, 
5 razy 5 to 25.

Moja mama lubi czytać powieści,
5 razy 6 daje 30.

W moim albumie jest dużo zdjęć,
5 razy 7 to 35.

Pyszna czekolada podniebienie rozpieści, 
5 razy 8 daje nam 40.

Dbaj,aby w zeszycie nie mieć brzydkich zgięć,
5 razy 9 to 45.

W pobliskim lesie rośnie piękny jesion,
5 razy 10 daje pięćdziesiąt.

Gdy podłoga brudna, trzeba ją zmieść,
6 razy 6 to 36.

Rok 12 miesięcy trwa, 
6 razy 7 to 42.

Co wydarzy się jutro? Nie wiem. 
Lecz 49 to 7 razy 7. 

Pomogę babci zakupy nieść, 
7 razy 8 to 56.

Gdy lekko pada, mówimy, że mży
7 razy 9 to 63.

Piękna i złota - to właśnie jesień!
70 to 7 razy 10.

Do robienia tostów służą tostery, 
8 razy 8 to 64.

Zebra to zwierzę, które paski ma, 
8 razy 9 to 72. 

To bardzo nieładnie dłubać w nosie, 
80 to 10 razy 8.

Babcia i dziadek lat mają po kilkadziesiąt.
9 razy 10 to 90.

Setki zwierząt mieszkają w zoo,
10 razy 10 to właśnie 100!

O czym chcielibyście rymowanki? Kto już próbował? Dajcie znać!

środa, 1 lutego 2017

Bezcisza na matematyce

"Najprostszy przykład - ktoś coś wie, a ktoś czegoś nie wie. Ktoś rozumie, jak się oblicza jakiś wzór, a ktoś nie rozumie. I w związku z tym może się wywiązać dyskusja czy rozmowa. Nie chodzi jednak o przelewanie treści z jednego umysłu w drugi. Jeżeli mój uczeń czegoś nie wie, to dopóki ja nie zrozumiem, dlaczego on nie pojmuje czegoś co jest dla mnie oczywiste, w ogóle nie będę w stanie mu tego tłumaczyć. Samo podanie jakiejś definicji niczego nie zmienia, bo uczeń dalej mówi "nie rozumiem."

Muszę się do czegoś przyznać. Być może wiele osób zwróci mi uwagę na brak słuszności moich poglądów, jednakże chciałabym o tym napisać.

Nienawidzę ciszy na matematyce. 

Nauczanie szkolne obarczone jest jakimś dziwnym przekonaniem, że lekcje wymagają ciszy, milczącego skupienia, w którym nauczyciel przemawia, a uczniowie słuchają i skrzętnie notują. Coraz częściej słyszę o tym, że rozwiązanie takie wybierają również nauczyciele matematyki. Przyznam szczerze, że nie chcę w to wierzyć. Bo moim zdaniem, matematyka nie znosi ciszy. Oczywiście uważam, że dzieci muszą uczyć się być ze sobą w ciszy, zachować ciszę w przeznaczonych na to momentach, a także uczyć się szacunku do osoby mówiącej. Ale tego szacunku nauczyć można się przez rozmowę, a nie tylko słuchając monologu.

Dlaczego tak bardzo upieram się przy "bezciszy" na matematyce? Ostatnio podczas korepetycji rozmawiając z uczennicą wspomniałam coś o maturach, studiach, egzaminach i usłyszałam pytanie: 
"- Ale z matematyki chyba nie da się robić ustnego egzaminu...?
 - Jak to nie? Przecież np. na studiach ma się egzaminy z matematyki w formie ustnej!
- Przecież na "matmie" pisze się tylko zadania. To co się na nich robi?
- Rozwiązuje i omawia... Przecież w matematyce nie chodzi o to, żeby rozwiązać zadanie, ale żeby je rozumieć i umieć o tym rozwiązaniu opowiedzieć... Przecież dlatego ciągle nalegam, żebyś mi opowiadała co zrobiłaś!
- O kurcze...
"

Matematyka to - moim zdaniem - jeden z najbardziej praktycznych przedmiotów. Uczenie jej w teorii, bez rozważań, błędów i wątpliwości mija się z celem. Pewien zakres reguł jest dany i konieczny do przyswojenia i zrozumienia. Jednakże czy został on zrozumiany nie dowiemy się, jeśli nie będziemy pozwalali uczniom rozmawiać o (na) matematyce. Wprowadzając do uczenia matematyki tę "martwą ciszę" zabieramy szereg możliwości rozwoju. My nie wiemy czego uczyć, bo nie wiemy czego uczniowie nie umieją. Nie wiemy jak uczyć, bo nie znamy rozumowania ucznia. Nie pozwalamy uczyć się uczniom samodzielnego uczenia się i uczenia innych. I ograniczamy coś, co bardzo cenię - możliwość tworzenia przez dzieci w umyśle własnego porządku pozyskiwanej wiedzy. Każdy z nas jakoś "sprząta" sobie w głowie. Jedną z drug tego sprzątania jest próba ponazywania i tłumaczenia. 

Matematyka to aktywność, twórczość energia. Pozwólmy tej sile na "bezciszę". 
Od przedszkola po szkołę wyższą. W szkole i w domu.

Na szczęście większość moich nauczycieli (zarówno w ed. wczesnoszkolnej jak i matematyki) pozwalało na ten drobny "hałas", czy raczej gwar na lekcji. I jestem im wdzięczna. I naprawdę chcę wierzyć, że niemal wszyscy nie boją się "bezciszy".  

piątek, 27 stycznia 2017

Rymowana tabliczka mnożenia - 3 - 4

W związku z zainteresowaniem rymowankami związanymi z tabliczką mnożenia, publikuję dziś kolejne. Jeśli chcesz poznać poprzednie, dowiedzieć się o co chodzi oraz dlaczego nie uważam tego za sposób uczenia mnożenia, a jedynie formę zabawy i wspomagania - zapraszam do poprzedniego postu: rymowana tabliczka mnożenia - 0-2.

A tymczasem kolejne:
W Afryce żyją bardzo groźne lwy,
- 9 nam daje 3 razy 3. 

Francuzi produkują bardzo dobre sery, 
- 12 to wynik 3 razy 4.

"Kłótnie" to znaczy to samo co "waśnie", 
- 3 razy 5 daje 15.

Każde dziecko czeka, by tyle lat mieć, 
-18 nam daje 3 razy 6. 

Stolicą Austrii jest przecież Wiedeń,
- 3 razy 7 to 21. 

Sanie Mikołaja ciągną reniery, 
- 3 razy 8 to 24. 

Kiedy mi zimno, przykrywam się pledem,
- 3 razy 9 to 27. 


Świat ma tyle tajemnic, że w głowie się nie mieści,
- 3 razy 10 daje nam 30. 

"Zdrowie!" mówi się przy toasćie, 
- 4 razy 4 to 16. 

W weekend jeździmy z rodziną na przedmieścia, 
- 4 razy 5 daje 20. 

Do zbierania znaczków służą klasery, 
- 4 razy 6 to 24. 

Czy wiesz, że nie zawsze istniały komputery?
- 28 to 7 razy 4. 

Tydzień zawsze 7 dni ma, 
- 4 razy 8 to 32. 

Czy każdy z nas lubi lody jeść?
- 4 razy 9 to 36. 

Lubimy słuchać bardzo dobrych wieści, 
- 4 razy 10 to 40. 

Kto już próbował? Pochwalcie się!

środa, 25 stycznia 2017

Rymowana tabliczka mnożenia - 0 - 2

Przepraszam za moje milczenie, ale ekspresowe pisanie pracy dyplomowej, sesja, różne cuda - niecuda sprawiły, że cierpiałam na swego rodzaju niedobór czasu. Aktualnie walczę z sesją, a jak wiadomo  ta sprzyja twórczości wierszowanej :)


Ostatnio zaroiło się w sieci od wierszyków ułatwiających naukę (zazwyczaj pamięciową) tabliczki mnożenia. Przyznam, że myślałam o tym już wcześniej, gdy napotykałam na takie wierszowane "pioseneczki" o tabliczce mnożenia. Znaleźć je można m.in. na youtube.com. Miałam jednak mieszane uczucia. Dlaczego? Nie jestem zwolenniczką pamięciowego uczenia matematyki. Nie uważam, że trzeba znać tabliczkę mnożenia. Trzeba po prostu UMIEĆ MNOŻYĆ. I zdecydowanie tej wersji się trzymam, staram się by osoby, które uczę umiały w pamięci liczyć, a nie znały i pamiętały wyniki. Realia są jednak takie, że tabliczka mnożenia jest swego rodzaju legendą - otoczenie zazwyczaj oczekuje, że dziecko będzie ją znać niczym własne dane osobowe. Sama znałam "całą tabliczkę" w wieku 4,5 roku, ale szczęśliwie potrafiłam też ją sobie wyliczyć, wykroczyć poza 100, rozpisać, wykonać obliczenie gdy wynik "wypadł" z głowy. Dlatego wybaczcie, że miłością tabliczki darzyć nie będę. Wiem jednak, że wiele osób znacznie lepiej uczy się na pamięć i dla nich przydatna jest pamięciowa znajomość tabliczki mnożenia. A tutaj rzeczywiście takie wierszyki mogą okazać się pomocne. Zatem dla jasności: takie wierszyki ( i inne mnemotechniki) w nauce mnożenia są moim zdaniem jedynie wspomagające, formą zabawy, rozrywki, utrwalenia. 

Zamieszczam zatem na początek kilka rymowanek dotyczących mnożenia razy 0, 1 oraz 2. Być może komuś się przydadzą. 


Wie o tym już tata, 
i wie każda mama.
Liczba mnożona przez jeden
zostaje taka sama!

Mnożenie przez zero?
To nie żaden pic!
Wynikiem jest zawsze
zwyczajne nic. 

Z obiadu najbardziej lubię desery
- 2 razy 2 daje nam 4.

Latem najbardziej lubię lody jeść, 
- 2 razy 3 daje nam 6. 

Matematyka jest trochę jak gra,
- 8 to właśnie 4 razy 2. 

Puchatek na miodek ma zawsze chęć,
- 10 to właśnie 2 razy 5. 

Ćwiczę mnożenie teraz właśnie,
- 2 razy 6 daje 12.

Chmura przeróżne kształty ma, 
- 14 to 7 razy 2. 

Chciałbym się spotkać kiedyś z łosiem,
- 16 to 2 razy 8. 

Andersen pisał przepiękne baśnie,
- 2 razy 9 daje 18. 

Teściowa to zwykle żona teścia, 
- 2 razy 10 daje 20. 

Moi drodzy! Gorąco proszę Was o opinię, jaka forma jest waszym zdaniem lepsza - gdy wierszyk jest krótki czy długi? Gdy jest bardziej "matematyczny" czy taki szalony, bazujący na rzeczach niezwiązanych z matematyką (jak Puchatek, Andersen). Czekam na Wasze opinie - dzięki Wam będę wiedziała jakie przygotować rymowanki dla pozostałych "tabliczek" mnożenia :)

A jeszcze dzisiaj śledźcie stronę na facebook'u - mam dla was informację - niespodziankę :)






poniedziałek, 2 stycznia 2017

Dlaczego nie lubię Kar(t) Pracy...

Temat dość przewrotny, może nieco straszny... Bo dotyczy dwóch rzeczy, które często występują w jednej - kart pracy oraz "kar" pracy. Nie lubię obu. Tych drugich to w zasadzie nienawidzę. Ale zacznijmy od kart pracy. 

Jak wiecie, sama czasem jakieś tworzę, przygotowuję... Czasem jakiś używam. Ale mimo tego, zdecydowanie unikam. Tworzę własne, które zazwyczaj są pojedynczym zadaniem albo wybieram "Karty Badacza" w których dziecko musi coś zbadać, stwierdzić, zanotować, wysnuć wnioski. A za co tak nie znoszę "tradycyjnych" kart pracy stosowanych w duuużych ilościach?

Ponieważ:
1. Sprawiają, że nauka staje się "mechaniczna". Zadanie za zadaniem, ustalone schematy, algorytmy, byle do przodu. Trudno o poszukiwanie samodzielnych dróg dochodzenia do wiedzy. 

2. Ograniczają twórczość. Mam takie naiwne przekonanie, że to wszystko co już wiemy, nie jest koniecznie jedynym słusznym lub najlepszym możliwym rozwiązaniem. Sądzę, że świat nie jest skończony, poddawanie rozwiązań w wątpliwość jest dobre i pozwala tworzyć własny porządek wiedzy. 
3. Są niedopasowane do potrzeb dzieci. Każda klasa czy grupa ma swój swoisty klimat, każde dziecko ma inne zainteresowania i potrzeby. Jednakowe karty dla każdej klasy czy grupy w Polsce - gdzie indywidualizacja? 
4.. Kojarzą się z pracą, która nie jest ambitna i ciekawa. Oczywiście nie w każdym przypadku, ale czasem dzieje się tak, że dzieci na hasło "karty pracy" mają dosyć. Nie chcą i już. A jak one nie chcą już w przedszkolu czy w klasach 1-3, to jak zmotywować je do pracy przed maturą? :)


O, właśnie. I tutaj dochodzimy do "kar" pracy. 
Nienawidzę. Nie znoszę. Nie cierpię. 

Karania pracą. Pracą rozumianą jako nauka. Bywałam świadkiem, docierały do mnie pogłoski, a nawet sama złapałam się kiedyś na takim chorym odruchu, gdy "karzemy" dzieci nauką. 

"Jeśli nie będziecie grzeczni, zrobimy zajęcia", "Bo będziemy robić zadania zamiast wyjść na przerwę", "Skoro tak, to ty robisz jeszcze dodatkowo to zadanie."
I nagle wszystkie pozytywne emocje, które mogłyby towarzyszyć aktywności dziecka, które sprawiają, że uczy się i chce się uczyć, znikają jak bańka mydlana. Puf.

Oczywiście nie przeklinam kart pracy na całej linii. Ułatwiają pracę, pozwalają zrealizować cały materiał, przygotowują do sprawdzianów i - nie wiedzieć czemu - cieszą rodziców. Ale może można modyfikować prace z nimi?

A "karom pracy" mówię nie. 

A co wy o tym sądzicie?

Źródło: http://g7.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/2181000/2181274-rekrutacja-praca-pracownik-657-323.jpg