wtorek, 22 grudnia 2015

Pieniężne memory


Choć trudno mi znaleźć chwilę na pisanie, to jednak obecny okres mojego życia jest całkiem przyjemny.  Mimo masy obowiązków nie cierpię na skrajny brak czasu. Gorzej z siłami...

Dziś jednak już po przedszkolnej wigilii, już po wszelkich zajęciach... Prezenty kupione, mieszkanie w nieładzie, ale pod kontrolą :) I choć miałam ambitne plany, że tyle zrobię, napiszę, stworzę... Niewiele się udało. Jednak post dla Was powstał.


Niejednokrotnie pisałam już o memory. Fantastyczna gra, znana również pod nazwami "memo" czy "pamięć". Ćwiczy pamięć, orientację przestrzenną... A dzisiejsze memory pokazuje nam również, jak to pieniądze mogą się "rozmieniać". 

Wymyślone wraz z moimi "towarzyszkami niedoli" na potrzeby uczelnianych zajęć. Wykonanie, moje, ale z użyciem obrazków z sieci, aby wyglądały realnie:)

Na pierwszej karcie zamieszczone są "rozdrobnione" kwoty.

Na drugiej natomiast pojedyncze banknoty czy monety, odpowiadające tym z karty pierwszej. 
Uwaga: Dobra rada :) Warto jeden rodzaj kart oznaczyć kolorem, by od razu było wiadomo, jak szukać par :)


Studenci bawili się dobrze i ekspresowo poradzili sobie z tym zadaniem. Myślę, że dzieciom też się spodoba i w zależności od wieku - czas na grę będzie różny. 

Obliczenia pieniężne są umiejętnością bardzo potrzebną w codziennym życiu. I chociaż zazwyczaj dzieci świetnie liczą "na pieniądzach", to warto ćwiczyć na przykład właśnie rzeczone "rozmienianie". Na co dzień często się z tym spotykamy. W podręcznikach szkolnych natomiast nie zawsze. 

Tradycyjnie już - jeśli ktoś chciałby plik - proszę o informację tutaj czy na fb :)

Mam nadzieję, że napiszę coś jeszcze nim zasiądę do Wigilii:)

wtorek, 1 grudnia 2015

Mikołajowy pośpiech


Wstaję rano - a tu okazuje się, że już mamy grudzień! 
Tak to czasem bywa, że dzieje się wszystko naraz, wszystko się plącze, mnoży i miesza. W rezultacie na przełomie listopada i grudnia spieszy się niesamowicie nie tylko św. Mikołaj, ale i każdy, zazwyczaj średnio święty, przeciętny człowiek. 
Gnam zatem i ja, pracując co sił i czasem zapominając jak się nazywam. 
Nie mogłam jednak nie pokazać Wam tej małej drobnostki, zadanka. 

Stworzyłam je w ubiegłym roku, dziś Wam je pokazuję i przekazuję. Nie lubię chwalić własnych wytworów, ale opiszę jego zalety, a co tam :) 
Zadanie jest dość "zwyczajne", ale ma w sobie kilka dobrych cech. Pierwsza z nich to oczywiście nawiązanie do mikołajek. To po prostu nawiązanie do czegoś miłego. Druga - magiczne stwierdzenie "pomóż" - wydaje mi się, że dzieciom jakoś łatwiej się zmotywować gdy zadania zawierają takie sformułowanie/ Trzecia - zadanie ćwiczy nie tylko umiejętności dodawania i odejmowania, ale tez wytrzymałość, bo działań jest dosyć, dosyć. 


Oczywiście jak zwykle - to dla Was :) Jeśli chcecie otrzymać plik do druku zasygnalizujcie to w komentarzach tutaj lub na facebook'u. Niestety jeszcze nie wymyśliłam lepszego sposobu rozsyłania materiałów, ale po nowym roku o tym pomyślę. Piszcie też opinie, chciałabym wiedzieć czego potrzebujecie, co mogłoby okazać się przydatnym. 

Hura, mam wolny weekend! Poza napisaniem prac, posprzątaniem mieszkania, upieczeniem pierniczków i zrobieniem zakupów i kolędą nie mam żadnych obowiązków, zatem zaplanowałam już co najmniej dwa posty :)

środa, 14 października 2015

Dlaczego szanuję nauczycieli?

W szczególnym dniu, jakim jest Dzień Nauczyciela, notka nieco refleksyjna. 
Dlaczego szanuję nauczycieli? 
I na wstępie chcę wyjaśnić: Szanuję nauczycieli nie dlatego, że sama nim jestem/będę. Ja postanowiłam być nauczycielem między innymi dlatego, że ich szanuję. 

Być może miałam niesamowite szczęście, ale naprawdę spotkałam na swojej drodze wspaniałych nauczycieli. Począwszy od przedszkola, przez szkołę podstawową, gimnazjum oraz liceum, aż po studia. I choć zdarzali się tacy, których w żaden sposób sympatią nie potrafiłam obdarzyć, którzy byli przyczyną złości czy łez, to było ich niewielu. A nawet im, jestem wdzięczna, bo pozwoliło mi to nauczyć się wytrwałości i odwagi. 
Zdecydowana większość moich nauczycieli jednak była...świetna! Teraz zapewne część czytelników ma mnie za klasycznego "kujona", uległego wobec każdego życzenia nauczycieli. Nic bardziej mylnego :)

Jestem wdzięczna moim nauczycielom za przekazaną mi wiedzę. Nie tyle nawet sztywne reguły 
i zasady, co za pokazanie w jaki sposób i gdzie wiedzę pozyskiwać. Jak samemu się uczyć i dzielić się wiedzą z innymi. 
Dziękuję!

Jestem wdzięczna moim nauczycielom za możliwości rozwoju. Za poświęcone godziny na tłumaczenie mi rzeczy dla mnie niepojętych, ale też za wyrozumiałość wobec moich drobnych przejawów nadgorliwości gdy wołałam "Ale to już było! Ale to proste! Ale ja już to dawno zrobiłam!"
Dziękuję!

Jestem wdzięczna moim nauczycielom za troskę i opiekę. Zarówno wtedy gdy byłam zapłakanym kilkulatkiem w przedszkolu, gdy miałam problemy z "żartami" rówieśników w szkole, gdy stawałam przed ważnymi decyzjami czy sporymi problemami, jak i teraz, gdy jestem już starsza, a nadal otrzymuję od wielu z was wsparcie i pomoc.

Dziękuję!

Jestem wdzięczna moim nauczycielom najbardziej na świecie za tysiące rozmów, często po lekcjach, na przerwach, dyżurach czy dodatkowych zajęciach. Jestem gadułą, to gadulstwo jest jak wiatr, który rozdmuchuje wszelkie czarne chmury. Ja jednak zawsze słucham i zapamiętuję. 
I w wielu tych rozmowach wyczuwałam, że niektórym nauczycielom bardzo zależy i we mnie wierzą. A to jest dla mnie najlepszą motywacją do nauki i pracy. 

Dziękuję!

Niektórzy moi nauczyciele okazali się naprawdę kochani i poświęcili mi masę dodatkowego czasu. 

Brzmi to utopijnie czy bajecznie? Spokojnie. Ci nauczyciele też mieli swoje wady, dzięki którym jeszcze lepiej ich zapamiętałam. Ot takie zabawne (choć za czasów szkolnych czasem irytujące:)) cechy. 

Można przypuszczać, że działało u mnie prawo serii lub inne "czary-mary", że trafiłam na tak wspaniałych nauczycieli. Można też zastanawiać się, czy mam po kolei w głowie. Myślę jednak, że tacy nauczyciele są wszędzie i wszyscy ich spotykamy. Czasem tylko od wszelkich opinii 
o nauczycielach, czy nawet ich błędów, należałoby odjąć różne "cienie" (czy raczej ciernie :)) tego zawodu, dodać fakt, że są tylko ludźmi i ten obraz nagle przestaje być taki surowy czy ponury. 

Drodzy nauczyciele! Zarówno "moi"(zawsze będę was tak nazywać:)), jak i czytelnicy oraz moje kochane koleżanki. Wszystkiego dobrego w dniu nauczycielskiego święta! Radości, siły, wytrwałości i pasji!

Drodzy rodzice! Też jesteście nauczycielami dla swojego dziecka. Pamiętajcie o tym, gdy patrzycie na tych, którzy uczą dziesiątki dzieci. Omylność czy skłonność do przemęczenia to cecha wszystkich ludzi. Spróbujmy też wspólnie odczuwać empatię. Dla dobra tych najmniejszych :)

***
Ciekawostka na koniec: Czy wiecie, że będąc nastolatkiem doświadczyłam trudności, a nawet niepowodzenia szkolnego w obrębie matematyki? Tak. Ale poprzedni nauczyciele matematyki zaszczepili we mnie tak duże pokłady miłości do matematyki, że nawet to nie pozwoliło mi o niej zapomnieć! :)


piątek, 9 października 2015

Labirynty, labirynty...

Uwielbiam labirynty! Choć sprawiają mi wiele trudności, zarówno "na papierze" jak i w rzeczywistości, to jednak bardzo je lubię. 
Dlaczego? Bo są swego rodzaju "wyzwaniem" i przygodą. Bo pozwalają skupić uwagę, a ich pokonanie daje wiele radości. 

Dziś bardzo krótki wpis, prezentacja jednego prostego labiryntu, którego bohaterką jest wiewiórka, która chciałaby dotrzeć do swojego upragnionego żołędzia. 
Labirynt nie jest bardzo trudny, ale nie należy również do najłatwiejszych (choć może się taki wydawać).

Labiryntów będzie więcej, jeśli chcecie :) Dajcie znać, czy się przydadzą! 

A jutro wybywam na matematyczną konferencję do Krakowa - po powrocie spróbuję podzielić się wrażeniami.

Jeśli ktoś chciałby otrzymać plik z labiryntem - proszę o informację w komentarzu tutaj lub na facebook'u.

Miłego weekendu! :)

poniedziałek, 28 września 2015

Puzzle liczbowe

Dziś króciutka notka. Prezentacja puzzli liczbowych. Zasada ich działania jest prosta i oczywista - dopasowujemy kartonik z odpowiednią ilością przedmiotów do tego, który prezentuje zapis danej liczby. Zabawa od najmłodszych lat, ale przydatna również w klasie I.

Mam nadzieję, że szata graficzna nie jest najgorsza. Tym razem wszystko wykonałam własnoręcznie, a nie grzeszę talentem :) 


Tradycyjnie, jeśli ktoś chciałby plik do wydruku wszystkich puzzli (1-10) - proszę o informację w komentarzu tutaj lub na facebook'u. Piszcie również, co sądzicie o rysunkach.Czy są aż tak złe?:)

Jakie macie pomysły na matematyczne puzzle?:) Podzielcie się inspiracjami! 



czwartek, 24 września 2015

Matematyczne korale na jesień.


Nastała jesień. Wreszcie(!) udało mi się zdobyć jarzębinę! Zatem mogę opublikować ten długo zapowiadany post. 




Dary jesieni wzbudzają często zainteresowanie dzieci, przez to są też chętnie wykorzystywane zarówno przez rodziców, jak i nauczycieli. Świetnie nadają się do wszelakich zabaw i ćwiczeń. Wykorzystanie ich do przeliczania jest rzeczą oczywistą. Dziś również o przeliczaniu, ale też dodawaniu, odejmowaniu i przekraczaniu progu dziesiętnego z wykorzystaniem matematycznych korali.

By wykonać matematyczne korale w wersji jesiennej potrzebujemy:

  • jarzębinę (w zależności od tego jak duże mają być korale od 30 do 100 owoców)
  • igłę
  • nici (w zależności od tego jak duże mają być korale. Trzeba jednak pamiętać o kilku centymetrach "luzu")
  • nożyczki (do obcięcia nici)


Sposób wykonania:
W zasadzie nie różni się od sposobu robienia zwyczajnych korali z jarzębiny. Na początku nawlekamy igłę, odcinamy stosowną ilość nici i wiążemy supełek na jednym końcu. Następnie przy użyciu igły nawlekamy kolejne owoce jarzębiny. Gdy skończymy, wiążemy supeł na drugim końcu. I tyle - bardzo proste i dość szybkie :) Opcjonalnie można np. lakierem do paznokci zaznaczyć koraliki z co drugiej dziesiątki. 



Jak używać takich korali? 
Odstęp na sznurku jest niezbędny. Gdy bowiem chcemy przeliczać - przesuwamy kolejne koraliki. Możemy przeliczać jednościami, ale gdy mamy oznaczone dziesiątki, również dziesiątkami. Dodajemy dosuwając odpowiednią ilość koralików, odejmujemy - odsuwając. Łatwo również odkryć sens mnożenia - gdy przesuniemy np. 5 "dziesiątek" to tak jakbyśmy przesuwali 50 koralików.

Tak, korale matematyczne to forma liczydła :)  Na czym jednak polega ich przewaga nad tradycyjnym liczydłem? Niezmiernie pomocne są w kształtowaniu umiejętności przekraczania progu dziesiątkowego podczas dodawania i odejmowania. Wiele razy spotkałam się z sytuacją gdy dziecko dodając na tradycyjnym liczydle np. 5+7 odsuwało 5 koralików, a następnie usiłowało dosunąć kolejne 7. Jednak bardzo szybko orientowało się, że nie wystarczy koralików w danym rzędzie, a zapożyczyć z innego rzędu nie chciało. W wypadku korali matematycznych po 10 koralikach nadal są kolejne, które swobodnie można przesuwać, a kolorowe oznaczenia dziesiątek ułatwiają odczytanie wyniku. Ot, cała tajemnica :)




Korale matematyczne z jarzębiny mogą być świetną okazją do zapoznania się w okresie jesiennym, z taką pomocą edukacyjną. Ja w swoich zbiorach mam jednak niezastąpione korale w wersji drewnianej. Moje zostały zakupione w sklepie www.mojebambino.pl. Polecam zarówno ten konkretny produkt, jak i ogólnie ofertę sklepu. 
Warto wyposażyć się w takie korale, bo choć jarzębinowe kuszą jesiennymi barwami, to po kilkunastu dniach zaczną się psuć lub przestaną być atrakcyjne. Drewniane natomiast potrafią przetrwać wiele i być pomocą na długie miesiące i lata. 

Zachęcam do wykonania takich jesiennych korali matematycznych, być może oczarują kogoś tak samo jak mnie i skusi się, by zakupić wersję, która pozostanie z nim bez względu na porę roku :)


Jakie są wasze doświadczenia? Jak wykorzystujecie skarby jesieni? Pochwalcie się opisami i zdjęciami! I czy są tu wielbiciele korali matematycznych? :)

środa, 9 września 2015

Jesienny liść i krótka refleksja

Jesień zbliża się nieubłaganie... Chociaż bardzo lubię jesień, szczególnie gdy jest kolorowa. To świetna pora roku na spacery i zdjęcia :)


Kolorowe liście to już chyba symbol tej pory roku. Dzisiaj w roli głównej w przygotowanym przeze mnie zadaniu. 

Tym razem jest to właśnie zadanie/karta pracy z dużym liściem, który należy pokolorować według szyfru, kodu. Kolejnym cyfrom odpowiadają różne kolory. Moim zdaniem sprawdzi się w "starszakach". "zerówkach" oraz w klasach 1. Z tego właśnie powodu obok każdej nazwy koloru zamieszczone zostało pole do zaznaczenia odpowiednią kredką danego koloru. 


Tradycyjnie już, jeśli ktoś chciałby otrzymać plik w wersji pdf, proszony jest o komentarz tutaj lub na facebook'u. Dziękuję również za wszelkie udostępnienia. 

Na koniec jeszcze krótka refleksja:
Ostatnio mam nieco więcej czasu na przeglądanie zasobów internetu, obserwuję coraz więcej blogów o tematyce edukacyjnej i rodzicielskiej. I zaczynam się bać. Czego? Plagiatu.
Nie boję się jednak, że ktoś mnie splagiatuje (tak wysoko się nie cenię) lecz, że ja przypadkiem ukradnę czyjeś prawa autorskie. 


Przygotowując dla was pomoce, mam nadzieję, że nie popełniam przestępstwa. Często są to rzeczy "oczywiste" jak karty pracy. Jednak ich zawartość, w tym graficzną również, staram się wykonywać sama (na bazie podstawowych narzędzi programów graficznych, rysując patrząc na grafiki w sieci), czasem modyfikuję znalezione w sieci obrazki. A i tak gryzie mnie sumienie. 

Natrafiam jednak w sieci na dziesiątki stron gdzie grafiki są kopiowane bez podania źródła, czasem sprzedawane jako pomoce, dekoracje bez podania autora grafiki. Ponadto trafiam na "fale" na blogach - ktoś wymyśli jakiś "bajer" dla dzieci, tworzy go, sprzedaje, za 2 dni inna osoba opisuje jak zrobić to samemu (i w tym problemu nie widzę) nie podając źródła inspiracji ( to już przykre), a jeszcze inna następnego dnia wykorzystując instrukcję tej poprzedniej zaczyna to sprzedawać. Nihil novi. 


Nie znam prawa na tyle, by znać dokładną granicę. Boję się jednak, że mogę tę granicę przekroczyć.

Co o tym sądzicie? Czy denerwuje was to? Jestem bardzo ciekawa waszej opinii...

wtorek, 1 września 2015

Kolorowe liczby - kolejny raz.

Dzisiaj NIC NOWEGO.
I choć nie brzmi to zachęcająco, to mam nadzieję, że warto czytać dalej. 

Dziś prezentuję klocki Cuisenaire'a. Fantastyczna nazwa, prawda?  Jeśli nie potrafią jej Państwo wypowiedzieć, pragnę uspokoić: ja również nie potrafię, choć używałam jej w swojej pracy licencjackiej :) W Polsce zdecydowanie częściej używa się nazwy "kolorowe liczby" lub "liczby w kolorach". 

W zasadzie są to klocki o przekroju kwadratu o boku 1 cm i długości od 1 do 10 cm. Różnią się one się również kolorami - każdej długości, a tym samym liczbie, przypisany jest inny kolor. Kolory te mają swoje logiczne uzasadnienie - dociekliwych odsyłam do internetu. Warto wspomnieć, że w Polsce zestaw wzorowany na klockach Cuisenaire'a stworzył Profesor Henryk Moroz. 

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Klocki_Cuisenaire%E2%80%99a

Wiele szkolnych "wyprawek", w czasach gdy jeszcze nie ograniczał nas rządowy podręcznik, zawierało właśnie tekturowy zestaw kolorowych liczb. Dziś chciałabym przypomnieć przygotowany przeze mnie plik zawierający właśnie gotowe do wydruku "kolorowe liczby"w wersji kolorowej oraz gotowej do samodzielnego pokolorowania. 



Długości pasków są prawidłowe, jedynie wysokość jest nieco inna (kierowałam się tym, że papierem się trudniej manipuluje niż klockami, stąd nieco większe będą wygodniejsze). 

Zarówno drewniane, jak i papierowe klocki można z powodzeniem wykorzystywać jako pomoc podczas realizacji zagadnień matematycznych. Szczególnie zaś w wypadku działań arytmetycznych. Sprawdzą się bowiem świetnie w nauce dodawania, odejmowania, zrozumieniu przemienności dodawania, przekraczaniu progu dziesiątkowego, rozkładaniu liczb na składniki, porównywaniu liczb i wielu wielu innych zagadnieniach arytmetycznych. Jak to możliwe? Najzwyklej w świecie. Wystarczy bowiem łączyć klocki, porównywać. Przydadzą się również podczas zajęć dotyczących długości.
Źródło: http://www.wikiwand.com/pl/Klocki_Cuisenaire%E2%80%99a



Niewiele osób wie jednak, że wykorzystywać można je również w nauce potęgowania czy objętości. O tym jednak innym razem. 


Korzystacie Państwo z takich pomocy? Macie je w swojej sali lub w domu? Co o nich sądzicie? 
Piszcie, piszcie! :)

A kto chciałby otrzymać pliki do wydruku proszony jest o pozostawienie komentarza tutaj lub na facebooku :)

sobota, 22 sierpnia 2015

Plan lekcji odrobinę inaczej

Sześciolatek, siedmiolatek - dziecko rozpoczynające edukację w klasie 1. Znajduje się
w stresującej sytuacji, w nowym otoczeniu pełnym zasad i reguł. Jak się w tym odnaleźć? Dziecko
w tym wieku wie i rozumie, że czas upływa. Dostrzega regularności. Jednak to wszystko nie jest dla niego tak proste jak wydawać się może dorosłym.

Kiedyś, kładąc spać pewną sześciolatkę, wówczas pierwszoklasistkę, zaproponowałam, że spakujemy się do szkoły na następny dzień, by mogła rano dłużej pospać i zaoszczędzić mamie nieco pracy. Niestety, nie udało się. Pomijając w tej sytuacji wszystkie okoliczności, chciałam zwrócić uwagę na proste i logiczne zdanie dziewczynki "Ale po co mi plan lekcji? Przecież ja i tak nie potrafię czytać." 

Fakt, dzieci szybko uczą się czytać, choć każde w nieco innym tempie. Prędzej czy później będą
w stanie przeczytać swój plan zajęć, a do tego czasu mogą robić to za nie rodzice. Jednak nie dało mi to spokoju i zastanawiałam się, co można zrobić. W końcu dzieci w tym wieku już bardzo ładnie zapamiętują znaczenia symboli...

Moja propozycja - po przeszukaniu internetu wydaje się, że dość "nowa" - to plan lekcji w formie ikon, obrazków. Domyślam się, że wiele z was jednak tworzy takie plany (a ja nie dotarłam po prostu do tych części internetu).

Przygotowałam szablon planu zajęć:
Zwyczajny, z wolnymi polami na wpisanie godzin. Do niego jednak stworzyłam takie etykiety:


Dzięki nim stworzyć możemy z naszymi uczniami plan zajęć wspólnie podczas lekcji. Dzieci wycinają elementy, a następnie przyklejają w odpowiedniej kolejności na swoich planach. Możemy również przygotować dla uczniów gotowe plany zajęć, korzystając ze znanej kombinacji klawiszy "ctrl + c" oraz "ctrl + v". 


Pliki są tym razem w formacie jpg, by umożliwić uzupełnienie godzin oraz ewentualne pokolorowanie rysunków w dowolnym programie graficznym. Pierwszy plik zawiera szablon planu zajęć, drugi natomiast jest zbiorem etykiet dla jednego ucznia (z odpowiednim zapasem uwzględniającym różnice w programach placówek).

Oczywiście chętnie podzielę się tym z innymi. Chętnych proszę o kontakt w komentarzu tutaj lub na facebook'u. Chciałabym jednak zaznaczyć, że są to grafiki wykonane przeze mnie (z pomocą ogólnodostępnych czcionek, kształtów) dlatego będzie mi bardzo miło gdy polecicie mnie swoim znajomym i podzielicie się swoją opinią i efektami pracy :)

Miłej niedzieli!










czwartek, 20 sierpnia 2015

Matematyczne dekoracje - gąsienica liczbowa

W internecie można znaleźć setki propozycji przedstawienia w atrakcyjny sposób alfabetu. Zdecydowanie mniej jest jednak propozycji dotyczących matematyki. Stąd dziś chciałam zachęcić Was do wyposażenia swoich sal również w takie dekoracje.

Dziś coś dla zerówek i klas pierwszych. Liczbowe dekoracje. Oto propozycje, które znalazłam w "angielskim google".
Źródło: http://daycaremall.com/images/cf/number_set_border.JPG



Źródło: https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/3f/93/45/3f93454b09a5a2ec67ab951d3c58d7b6.jpg


Niewiele tego, stąd zdecydowałam się wykonać coś sama. Moja propozycja na dekorację to liczbowa gąsienica. Każda kolejna "część" tego zwierzątka poświęcona jest innej liczbie wraz z jej zapisem słownym i odpowiednią ilością kropek. 

Oto i ona :) Każda część mieści się na kartce A4, na zdjęciu wersja 'mini'. Plik gotowy jest do wydruku, wystarczy włożyć kolorowe kartki do drukarki i odpocząć przy dobrej kawie :)






Plik posiada również szablony stópek i głowy. 


Myślę, że to ciekawa forma matematycznej dekoracji. Mam nadzieję, że kogoś zaciekawi.


Plik pdf do pobrania tutaj.



A może macie własne pomysły na matematyczną dekorację? Pochwalcie się! 

wtorek, 4 sierpnia 2015

7 rzeczy, które warto wiedzieć, aby robić duże bańki mydlane

Bańki są jedną z moich „drobnych” pasji. W zasadzie od niedawna się tym zajmuję (ok. 2 lat)
i pierwsze moje próby były niezbyt spektakularne, a na dodatek męczące. Z czasem i poszukiwaniami jednak działo się coraz lepiej. 
Na bańki zwracają uwagę wszyscy, a radość obserwujących i zbijających dodaje mi niesamowitej energii. Stąd zazwyczaj „bańkuję” niezarobkowo, dla satysfakcji i radości. Co zatem warto wiedzieć by móc się w ten sposób bawić?
I jeśli pytacie co bańki mają do matematyki - ręczę, że mogę to uzasadniać, ale po co? :)

  1. Podstawą wykonania baniek jest odpowiedni płyn. Można kupować nierzadko drogie płyny do dużych baniek, można też wykonać płyn samemu. Ja robię sama, ale receptury nie są moje, pochodzą stąd.
  2. Jeśli decydujemy się na samodzielne tworzenie płynu do baniek, musimy wiedzieć, że detergentem powinien być płyn do naczyń. W Polsce jest jedna słuszna marka.*
  3. Na potrzeby dziecięcych zabawek do dmuchania – buteleczek, mieczyków, pistoletów – wystarczy płyn z wody, płynu do naczyń oraz gliceryny (ok. 1 łyżeczki na litr wody). Taki płyn raczej długo się nie psuje.
  4.  Do dużych baniek można próbować używać tego samego płynu, ale zazwyczaj nie da on sobie rady. Dodatkami, które pomogą nam stworzyć taki płyn może być np. guma guar, kisiel czy klej do tapet – więcej można dowiedzieć się na wspominanej już stronie.
  5. Jeśli mamy twardą wodę warto wypróbować wodę demineralizowaną (dostępna na każdej stacji benzynowej i w każdym markecie w cenie od 3 do 6 zł za 5 litrów).
  6. Bańki wykonywać można przy użyciu plastikowych zabawkowych obręczy, sznurka, trzepaczki do dywanów czy nawet dłoni. Najczęściej jednak wykorzystuje się „specjalny” przyrząd zwany pętlą bądź kijkami do baniek. Również można go kupić lub wykonać samemu łącząc pętlę z bawełnianego sznurka lub skręconego bandaża z dwoma kijkami. **
  7. To czy bańka wyjdzie, czy nie zależy dosłownie od… wszystkiego ;). Bańki to przede wszystkim woda, zatem sprzyja im wilgoć i cień, a przeszkadza upał i słońce. Bańki lubią również lekki wiatr.




Powyższe wskazówki, to jedynie parę słów na temat baniek. Temat jest o wiele bardziej obszerny. Zachęcam wszystkich do próbowania swoich sił. Nie zrażajcie się, gdy coś się nie uda! :)
Parę słów od autorki postu:
* Jedyna słuszna marka w żaden sposób mnie nie sponsoruje, ale również nie wiem czy mogę ją promować stąd osoby zainteresowane, jaki to płyn, proszę o komentarze lub kontakt w wiadomości prywatnej.
** Stosowne kijki czasem sprzedaję na allegro, zainteresowanych również proszę o kontakt, wtedy wyślę numer aukcji.

Zapraszam również na wspominaną już stronę baniek.pl


Lubicie bańki? „Bańkujecie”? A może spotykacie w waszych miastach „bańkowiczów”? Piszcie komentarze, pytania, dzielcie się zdjęciami :)!


sobota, 25 lipca 2015

Rytmy, sekwencje, łańcuchy...

Proponuję dzisiaj "rytmiczną" sobotę. Jedynie parę słów, gdyż jest to "temat rzeka", który będzie powracał wielokrotnie.

Na początek chciałabym przypomnieć, że rytmy nie są czymś zbytecznym, jedynie zabawą dla znudzonych. Wręcz przeciwnie! Rytm naszego serca towarzyszy nam od okresu życia płodowego. Każdego dnia otaczają nas setki widzianych, słyszanych i doświadczanych rytmów:rytm dnia i nocy, dni tygodnia, tykanie zegara, stukot kół pociągu, plan lekcji czy zajęć. W niemal wszystkim co nas otacza odszukać można rytmy, sekwencje. Nie dość, że są one nam bliskie, to również niesamowicie potrzebne. By ten świat zrozumieć, poznawać, organizować i porządkować. By móc się uczyć i tworzyć reguły. Stosowane są zatem często przez szerokie grono ludzi: muzyków, pedagogów, terapeutów, logopedów, ale też informatyków. Taki już mamy świat :)

Zerknijmy na fotografię:
 
Najprostsze rytmy, już dla małych dzieci. Układamy elementy, tak by można było dostrzec prawidłowość, dziecko (w przypadku młodszych, zazwyczaj z naszą pomocą) kontynuuje. Wykorzystać można do tego liczmany, klamerki, nakrętki po napojach, figury wycięte z papieru lub zwyczajnie rysujemy. 

Warto też tworzyć rytmy kołowe, cykliczne. Na ilustracji rytm, który świetnie sprawdzi się w wyjaśnianiu dziecku ciągłego następstwa dni i nocy. Warto tego typu rytmy układać na wyciętym z papieru pierścieniu. 

W prezencie od Moje Bambino otrzymałam liczmany geometryczne. Zestaw składa się z figur geometrycznych różniących się kształtem, kolorem oraz rozmiarem. Dodatkowo elementy można ze sobą w łatwy sposób łączyć w łańcuchy. tworzyć możemy sekwencje według reguł, które mogą określać zakres podobieństwa lub różnic poszczególnych elementów. W ten oto sposób możemy stworzyć łańcuch figur w których każda kolejna różni się od poprzedniej dokładnie jedną cechą (jak na ilustracji), jest podobna do drugiej w minimum jednej cesze... Świetne zadanie dla dzieci ze szkoły podstawowej, kształtuje umiejętności potrzebne nie tylko w uczeniu się matematyki. Dla starszych, w tym również dla dorosłych doskonałą rozrywką jest zadanie odwrotne - poszukiwanie reguły według, której łańcuch został stworzony. Polecam :)

Zamówiłam również figury geometryczne. Nazywa się je różnie: klockami Dienesa, klockami do logicznego myślenia, zestawami geometrycznymi... W tym wypadku produkt nazywał się sorterem, ze względu na pudełko, które umożliwia jego wykorzystanie właśnie w ten sposób. Doskonały jest jednak do tych samych ćwiczeń, które opisałam wcześniej. różnica jest tylko taka, że figury różnią się kształtem, kolorem, wielkością oraz grubością. 

Gdy nie mamy takich rzeczy...

...nie ma powodów do zmartwień. Do najprostszych zabaw użyć można plastikowych nakrętek, kolorowych klamerek, kawałków materiału, wstążki, papieru, kolorowych patyczków po lodach lub zwyczajnie rysować. Do tych nieco bardziej skomplikowanych poszukiwać należy przedmiotów różniących się jakimiś cechami. Jest to trudniejsze. Dobrym rozwiązaniem są np. kolorowe słomki, które możemy pociąć na dwie długości. Można również wycinać figury z papieru lub pianki. Ja zdecydowałam się na plastikowe zestawy, gdyż ich zastosowanie jest szerokie, a używane często nie podlegają zniszczeniu i nie muszę martwić się, tylko zawsze mam gotowy komplet pod ręką :)

Bawicie się  wykorzystaniem rytmów? Co sądzicie o takich zabawach?

sobota, 11 lipca 2015

Wakacyjne łódki - matematyka i grafomotoryka

Nie każdy wyjeżdża na wakacje. Dla pozostających w domach (tak jak ja) mam łódeczki :)
Zatem dzisiaj post krótki, prezentujący to co dla Was przygotowałam.
Mistrzem photoshopa nie jestem, ale myślę, że łódki nie są najgorsze. 

Są to ćwiczenia, które z pozoru mogą się wydawać niezwiązane z matematyką. Mam nadzieję, że przekonam was, że jest inaczej.

Łódeczka pierwsza - zadaniem jest wypełnienie żagla kołami oraz zakolorowanie ich. Warto ustalić z dzieckiem rytm i kolorować zgodnie z tym rytmem. Co ćwiczymy? Sprawności manualne oraz posługiwanie się rytmami. 

Łódeczka druga - zadaniem jest dokończenie rysowania "szlaczków"czyli również udekorowania naszego żagla. Kreślenie tego typu wzorów przygotowuje nie tylko do nauki pisania, ale również ćwiczy orientację na kartce papieru, obserwowanie rytmów, prawidłowości. 
Jeśli chcemy, aby ćwiczenie zostało wykonane dokładniej możemy dorysować liniaturę.
Łódeczka trzecia - zadaniem jest dorysowanie pozostałej części kwiatu. Po raz kolejny ćwiczymy gotowość psychomotoryczną potrzebną do nauki pisania, a ponadto mamy do czynienia z symetrią.

Każde z tych ćwiczeń rozwija również wytrzymałość, wytrwałość dziecka i jest po prostu kolorowanką.

W wolnej chwili, dla zabawy i nauki, może komuś się przyda :)


Uwaga! Jestem autorem zamieszczonych grafik. Zakazane jest usuwanie informacji o autorze podczas rozpowszechniania i udostępniania grafik. Dopuszczalne jest usuwanie napisów na potrzeby zajęć z dziećmi. Jeśli chcą Państwo, abym udostępniła wersję do wydruku - proszę o informację w komentarzach
Osoby, które wykorzystają moje pomoce - mile widziane są wasze opinie, wrażenia, zdjęcia :)!





poniedziałek, 6 lipca 2015

Jak zrozumieć czym jest objętość?

„-No dobrze… Masz naczynie, załóżmy, że szklankę, taką prostą.  Ona mieści 250ml wody. Napełniona jest do połowy. Jaka jest objętość tej wody?
-Yyyy, nie wiem.
-Jeszcze raz. Cała szklanka ma pojemność 250ml wody. Załóżmy zatem, że jest pełna. Jaka jest więc objętość tej wody?
- Trzy decymetry sześcienne?
-Dlaczego?
-Nie wiem…
-A czym jest objętość?
-No a razy b razy c.”



Dziś parę słów o objętości, pojemności, a nawet o pojęciu stałości. To pierwszy post poruszający tę kwestię, ale zdecydowanie nie ostatni!

Zacznijmy od najmłodszych lat! Oczywiście nie ma tutaj miejsca na wzory i liczenie. Ale jest to czas oswajania dziecka z pojęciem objętości/pojemności w sposób naturalny, doświadczalny, zmysłowy. Co może nam zatem pomóc?  Szereg zabaw dotyczących przelewania, przesypywania, przekładania. Propozycje będę zamieszczać stopniowo, a dziś kilka najprostszych propozycji propozycji:

Ile szklanek mieści się w dzbanku/butelce?

Zazwyczaj nalewamy z dzbanka wodę do szklanek. Czasem warto dla dobra naszego malucha odwrócić świat nieco na opak i to właśnie ze szklanek wlewać wodę do dzbanka lub butelki. To świetne doświadczenie dla malucha, które dodatkowo ćwiczy jego precyzję.
Do zabaw z dziećmi warto zabarwić wodę barwnikami spożywczymi lub sokiem. Ułatwia to dziecku obserwowanie zmian, a jest bezpieczne. Warto również zaznaczać o ile wzrósł poziom wody po każdej szklance. Przydatne będą również lejek, miska i zapas papierowych ręczników :)


Pudełka

Zabawa polega na wypełnianiu pudełek – kaszą, ryżem. Pamiętajmy o używaniu zwrotów „mieści się”, „wypełnia w połowie”, „jest prawie pełne” itp. Często dzieje się tak, że dziecko przyjęło już pewne zjawisko, rozumie je, ale nie potrafi go zwerbalizować lub słyszy komunikat werbalny, ale nie potrafi przyporządkować go do zjawiska. Moją propozycją w tej zabawie, odpowiednią dla kilkulatków (od ok. 5 roku życia) jest wypełnianie pudełka klockami, kostkami do gry, innymi przedmiotami, które są przystające. Każdy wariant ma wady i zalety. Klocki są bowiem atrakcyjne, ale nie są sześcienne i dodatkowo bywa, że trudno je ułożyć w danym pudełku. Kostki są natomiast sześcienne, bywają nawet o boku 1cm, są „uobecnieniem” słowa „sześcienne” w objętości, jednak ich dostępność jest mniejsza oraz wymagają dużo większej precyzji. Ja jednak nawiązuję do takiej zabawy lub ją realizuję w celach poglądowych dla dzieci 11-13letnich gdy męczymy zadania typu „prostopadłościan wypełniony sześcianami…”


Więcej propozycji przy następnej okazji, bo się rozpiszę i nie dotrę do końca tego postu J

Nastaje jednak moment, w którym dziecko wkracza na poziom rozumowania operacyjnego (dociekliwych zapraszam do teorii Piageta). Moment jest tu w zasadzie niewłaściwym określeniem, bo mamy tu do czynienia z procesem, a zrozumienie stałości cieczy pomimo przekształceń jakie obserwujemy, które jest podstawą do rozumienia objętości, wykształca się u dzieci zazwyczaj nieco później, niż pozostałe elementy tego rozumowania. I choć chce się przypomnieć tutaj o próbach Piageta oraz tych zaproponowanych przez prof. Edytę Gruszczyk – Kolczyńską, to kolejny raz napisać muszę – o tym kiedy indziej J

Radosne, prawidłowo rozwijające się dziecko kroczy szczeblami edukacji. Nadchodzi moment edukacji blokowej, czyli klasy 4-6. I nie wiem co się tutaj dzieje, że na korepetycjach natrafiam na wielu uczniów, którzy zostali wprowadzeni w świat wzorów na objętość, ewentualnie wyuczeni 2-3 schematów zadań na jakie trafić mogą w podręczniku. Okazuje się natomiast, że to magiczne słowo „objętość” , choć jest kluczem, to dziecko jednak nie wie, do których drzwi. I z nastolatkiem wracamy do dzieciństwa. Odrobinę tylko. Mamy zatem takie sytuacje:

„Ile cieczy jest w naczyniu o wymiarach”

Dwie sprawy zazwyczaj się tutaj pojawiają w kwestii trudności ze zrozumieniem. Pierwsza to samo zrozumienie, że objętość (i bliższa mowie potocznej i życiu codziennemu pojemność) to rzecz „prawdziwa” a nie jedynie abstrakcyjny twór. Przypominamy sobie zatem pojemności, przelewamy, upijamy. DOŚWIADCZAMY. Druga sprawa, to „wymiary”. Radość nastolatka, gdy rozumie, że to jest tak prawdziwa sprawa, że aż trójwymiarowa (a magiczna trójeczka nad jednostką nie jest kosmicznym bezsensem) jest bezcenna!

„Ciecz o objętości… z jednego naczynia przelano do innego, o wymiarach... Sprawdź jaką część naczynia zajmuje ta ciecz.”

Zadanie wcale nie jest trudne! Blokada zazwyczaj następuje na początku, gdzie znów matematyka wydaje się dla dziecka odrealniona i przypomnieć trzeba, że tej cieczy nie ubyło J Zatem przelanie np. ze szklanki do kubka i znów do szklanki może rozświetlić umysły. Dociekliwi zwrócą jednak uwagę na „pozostałości” wody, i dobrze J!

„Kontener o kształcie walca wypełniono po równo dwiema farbami – żółtą i niebieską..”

Zakończenie zadania nie ma tutaj znaczenia, w zależności, czy to szkoła podstawowa czy gimnazjum będzie o różnym poziomie trudności. Pomijając, że spotykam się z tym zadaniem często i jest ono IDIOTYCZNE, gdyż prędzej czy później farba się zmiesza i wyjdzie nam zielony  J Ale każą, to liczymy! By ułatwić sobie zadanie stosuję… rolki po papierze toaletowym! Rozcinamy na pół i składamy, rozdzielamy, składamy, rozdzielamy… Proste, a działa!


Wiele jeszcze by pisać, ale na dziś wystarczy. W tym upalnym dniu zachęcam was szczególnie do zabaw z wodą :)

Opowiedzcie, jak wy radzicie sobie z objętościami? Jakie macie pomysły, a jakie trudności?






poniedziałek, 29 czerwca 2015

Mamo! Tato! Ja muszę odpocząć...

Dziś krótka refleksja. Muszę, bo oszaleję!

Doskonale to znam, przeszywa mnie to za każdym razem tak samo, choć za każdym razem ma inne oblicze...

"- Dzień dobry!
- Dzień dobry! Dobrze, że Pani przyszła...Trzeba szybko, choć najgorzej to nie ma... Ale ja niezbyt umiem pomóc..."

Takie lub podobne powitanie słyszę prawie zawsze, ilekroć przychodzę na korepetycje. Po nim następuje zaprezentowanie "ucznia" - często smutnego, z wypisanym poczuciem winy na twarzy lub zmęczonego i znudzonego wszystkim. Natychmiast mam ochotę powiedzieć tej stojącej przede mną młodej osobie, że życie jest piękne, słońce świeci, a ona może wszystko! Zaczynam jednak od zwykłego powitania, które w mig zostaje przerwane przez lądujące na biurku: sprawdziany, kartkówki, zeszyty, podręczniki, ćwiczeniówki, karty pracy, repetytoria, zeszyty do korespondencji z rodzicami, kalkulatory, linijki, ekierki, cyrkle... Brak jedynie, jak to się mawia, "dziada z babą". Gdy mówię, że jest to zbędne, że wystarczą w ostateczności sprawdziany lub podręcznik, ale i tak najpierw sama sprawdzę z czym mamy problem, że znam program, wywołuję spore zdziwienie. 

Zaczynamy. 

Na dobry początek mówię: "Dobrze!". I wtedy to się dzieje. Spotykam się z dziecięcym spojrzeniem, które przeszywa mnie na wskroś, jest uderzeniem w policzek i powoduje, że wstydzę się za to, że jestem nauczycielem, za to, że jestem dorosła. Ta chwila woła, krzyczy: "Chciałbym, żeby było dobrze, chciałbym móc odpocząć!". Szczerze mówię "Poradzimy sobie!" i nie czuję się dobrze. Czarę goryczy przelewa zazwyczaj rodzic stający w drzwiach ze szklanką napoju dla mnie. Pada jego pytanie: "A mogłaby Pani trochę dłużej? Na przykład 3 godziny? A może nawet 4?". W mojej głowie następuje swego rodzaju chaos, szybko analizuję dane... Mamy dzień wolny, pierwsze letnie upały, jest godzina 17, a za oknem inne dzieci bawią się w najlepsze. Dwa głębokie wdechy, aby uspokoić wewnętrzny bunt i odpowiadam: "Niestety, nie ma takiej możliwości. Ale spokojnie, myślę, że wystarczy nam 1,5 godziny, a potem niech ODPOCZNIE."

Przypomnę sobie i wszystkim dorosłym: dziecko to człowiek. I tak jak ja czy ty, Drogi Czytelniku, jesteśmy zmęczeni gdy wypełnimy swoje obowiązki, tak i dziecko ma potrzebę odpoczynku. I święte ku temu prawo. Jestem korepetytorem od lat i wszystko rozumiem. Że trzeba szybko nadrobić zaległości, że przymus i presja są jakąś skrajną formą "motywacji" zewnętrznej, że skoro "nic nie robił cały rok" to teraz musi "przecierpieć".Pamiętajmy jednak, że bycie przemęczonym, wystraszonym, zniechęconym nie sprzyja nauce. Czas odpoczynku to nie nagroda. Czas odpoczynku to święte prawo dziecka i konieczność by nauka była efektywna, a nie stała się jedynie "potrójnym Z". 

Nie zrozumcie mnie źle. Wiadomo, że trzeba poradzić sobie z problemami. Ale nic ponad siły. Nigdy. 

Wolę mniej zarobić, więcej szczęścia niż pieniądze dają mi wypieki na twarzy ucznia, który wie, że jest czas pracy, ale po nim przychodzi czas odpoczynku.

"-Skoro Pani tak mówi, to dam mu już dziś spokój... Młody, możesz iść na dwór!
- Potem mamo... Ja muszę odpocząć..."

I dlaczego nikt nie wierzy, kiedy mówię, że dziecko już rozumie?




sobota, 20 czerwca 2015

Froeblowskie dary - wykorzystanie w edukacji matematycznej

Mam nadzieję, że od teraz będę pisać częściej gdyż szczęśliwie obroniłam licencjat :)

Miesiąc temu miałam możliwość uczestniczyć w szkoleniu "Dary - froeblowskie klocki, które bawią i uczą. Program wychowania przedszkolnego DAR ZABAWY opracowany na podstawie koncepcji pedagogicznej Froebla." 

Kim był Friedrich Fröbel? To niemiecki pedagog, autor tzw. ogródków dziecięcych. Nauczycielom raczej nie ma potrzeby przybliżać jego sylwetki, gdyż jest to postać ważna dla historii wychowania. Pozostałe osoby zachęcam do zapoznania się z informacjami na jego temat w internecie, chociażby na "nieśmiertelnej" wikipedii

Szkolenie w którym uczestniczyłam organizowane było przez Froebel.pl. A co się na nim działo - o tym poniżej. 
Źródło: www.facebook.com/FROEBELpl
Najbardziej zapadła mi w pamięć osoba Pani prowadzącej. Zazwyczaj w prowadzących szukam takich cech jak swoboda, energiczność, radość, pasja i otwartość. Zdecydowanie Pani Katarzyna posiada te wszystkie cechy i to w niesamowitej ilości! I okazuje się, ze rymować może się wszystko, wiecie?
Jeśli chodzi o sam opis programu - zapraszam was wszystkich na szkolenia oraz stosowne strony internetowe. A dziś skupię się nieco bardziej na samych darach i ich wykorzystaniu w edukacji matematycznej. 

Dary - to pomoce dla dzieci, przedmioty wykorzystywane w wieloraki sposób. Służą one dziecięcej zabawie i nauce, rozwijając jego aktywność w sposób wieloaspektowy. Świetnie stymulują twórczo i konstrukcyjnie! 
Nie mam możliwości opisania każdego daru osobno, nie chcę również tego robić, bo tak naprawdę tego trzeba dotknąć, zobaczyć, doświadczyć. Miks elementów z poszczególnych darów można zobaczyć na poniższym zdjęciu:
Źródło: www.facebook.pl/FROEBELpl
Dary to 14 pudełek z tajemniczą zawartością. Wprowadzanych w fantastyczny sposób, z dozą tajemniczości, który doskonale stymuluje twórczo i poznawczo oraz kształtuje umiejętności językowe dzieci. Chciałam dziś podzielić się moimi spostrzeżeniami jak można wykorzystać je w edukacji matematycznej. 

Już sam moment wprowadzania darów rozwija umiejętności przydatne w uczeniu się matematyki. Chociażby umiejętność dostrzegania i określania cech jakościowych i ilościowych czy umiejętność wnioskowania. 

W skład darów wchodzą różnorodne drewniane klocki, figury, koraliki, pastylki, patyczki i zestaw wełnianych piłeczek, które podbiły moje serce. Wiem, że muszę je mieć i kiedyś tego dokonam :)
A oto dwie spośród nich:
Źródło: www.facebook.pl/FROEBELpl
Zaczarowały mnie swoim zastosowaniem. Oczywiście również tym matematycznym (szukanie wspólnych cech, przeliczanie, dopasowywanie w pary, kształtowanie wyobraźni) ale przede wszystkim - jako świetny "rekwizyt" do wszelkich zabaw aktywizujących i integracyjnych

Klocki (różnorakie :)) - ich przydatność jest oczywista - zabawy konstrukcyjne zarówno twórcze jak i według określonego wzoru. Oba te przypadki stawiają dziecko w sytuacji jakiegoś zadania i dają radość z osiągniętego celu, który jest widoczny i namacalny. Ponadto możemy je przeliczać, dopasowywać, klasyfikować. Ćwiczyć słownictwo związane z bryłami geometrycznymi, uczyć się przewidywania skutków własnych działań, kształtować świadomość celu. 

Figury geometryczne - w tym również połówki pierścieni, patyczki i pastylki. I znów możliwości są niemalże nieograniczone. Czy to liczenie, czy ćwiczenie nazewnictwa, czy klasyfikowanie. Ponadto kształtowanie orientacji przestrzennej(na kartce papieru), tworzenie i odtwarzanie rytmów, przekładanie jednych reprezentacji na inne, przekraczanie progu dziesiątkowego, odwzorowywanie, tworzenie zgodnie ze wzorem, z osią symetrii, szeregowanie. I możliwość tworzenia pięknych mozaik-ilustracji.

Koraliki - podobnie jak powyższe pomoce, stwarzają możliwość realizowania wielu zagadnień. Szczególnie zaś przeliczania, rytmów, czy dodawania i odejmowania. 

Ponadto dary rozwijają umiejętności dotyczące innych obszarów rozwoju dziecka, są naprawdę świetne!

Ten opis oczywiście nie wyczerpuje w żadnym stopniu tematu. Ale mam nadzieję, że jest zachętą do przyjrzenia się tym pomocom i programowi nieco bliżej. 

Zachęcam do zajrzenia na stronę Froebel.pl oraz stronę na facebooku

Podzielcie się opiniami na ten temat. Spotkaliście się kiedyś z darami? A może są tutaj froeblanki? Piszcie w komentarzach :)